Image Map
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty

13 sierpnia 2014

Mus do ciała TUTTI FRUTTI







Mała przerwa od serii włosowej. Dziś powiem słów parę o musie do ciała TUTTI FRUTTI od firmy Farmona.

Zacznę oczywiście od jego nieziemskiego zapachu - melon i arbuz. Tutaj tez muszę się przyznać, że wielkim smakoszem arbuza nie jestem, ale jak tylko coś ma zapach czy smak (np. lizaki) arbuza muszę to mieć, po prostu muszę. Z tym musem nie było inaczej. Wracając do zapachu, jest przemiły dla nosa i to nie tylko mojego. Czasami bywa tak, że balsam ładnie pachnie, ale tylko przez krótką chwile i jak przysunie się skórę blisko nosa. Tutaj zaś naprawde intensywny zapach utrzymuje się dość długo i ogarnia zapachem cały korytarz jak przechodze. A jak ktoś wchodzi do pokoju, w którym poczyniono balsamowanie to aż słychać świst powietrza wciąganego do nosa. Po użyciu musu zwyczajnie nie moge przejść w domu niezauważona.
Jeżeli chodzi o drugi niezbędny atrybut balsamu/musu/masła/jakiegokolwiek smarowidła do ciała czyli nawilżenie to powiem, że jest nieźle, naprawde nieźle. Znam balsamy, które dużo lepiej nawilżają skórę i są jakby...lżejsze. O tak, po nałożeniu tego musu mam wrażenie 'cieżkości'. Ale to chyba wiąże się z jego dość gęsta konsystencją.

Apropo konsystencji, słów parę - gęsty, nie przypomina masła a raczej galaretkę. Doskonale dzięki temu się nakłada i rozprowadza. Troszkę gorzej sie wchłania, znaczy wolniej. Bardziej 'leiste' balsamy są 'lżejsze' i szybciej się wchłaniają ale ja nie lubie jak uciekąją mi z nogi czy innej części ciała.

 Poza tym ŚWIETNIE ujędrnia. Nie wiem co producenci tam dodali, ale musi być to cos wyjątkowo ujędrniające. Może to "afrykańskei masło Karite", kto wie.
Podsumowując - bom sie rozgadała -  zapach bajeczny!, nawilżenie daję radę i kapitalnei ujędrnia.
 Jeżeli lubicie więc owocowe zapachy to koniecznie kupcie. Sama zamierzam jeszcze sięgnąć po inne zapachy z tej serii, bo kusi mnie kilka innych zapachów.
Swoje kosztuje, bo ok 13 pln/275ml, ale jest bardzo wydajny i starcza naprawdę na długo.

Tyle w tym temacie.
 Niech nawilżenie będzie z wami.






Zasłużone 5,5 dla tego pana.


11 sierpnia 2014

Gruszkowy zel do ciala JOANNA Naturia

Żel, o którym dziś będzie mowa jest typowym produktem do pielęgnacji ciała. Firma Joanna ma w swojej ofercie szeroki wybór zapachów żeli myjących. Gruszkowy jest moim ulubionym i jeśli decyduję się na tę firmę, zazwyczaj wybieram ten zapach. Dlaczego? Jest orzeźwiający, nie mdli ani nie dusi. Jest soczyście owocowy ale wyczuwa się w nim lekką kwasową nutkę bez przesadnej słodkości. I za to go właśnie lubię. Dlatego uważam, że świetnie sprawdza się w upalne dni. Dodatkowym plusem jest jego wygodne przezroczyste opakowanie o pojemności 300 ml, praktyczne zamknięcie, pozwalające postawienie żelu "do góry nogami" w celu wydobycia resztek. Produkt ma dosyć lejącą konsystencję, ale nie aż taką by szybko spłynąć z ręki czy gąbki. 


Doskonale się pieni i oczyszcza ciało. Jego zapach unosi się długo nie tylko w łazience ale także na ciele, co daje dodatkowe odświeżenie. Dużą zaletą jest jego uniwersalność. Korzystać mogą z niego zarówno kobiety jak i mężczyźni, a więc wybierając się na wakacje można go spakować do kosmetyczki, oszczędzając miejsce w walizce. Jak wspomniałam wyżej żel dostępny jest w wielu wariantach zapachowych: grejpfrut i pomarańcza, mango i papaja, wiśnia i czarna porzeczka, melon i awokado, aloes i limonka, żurawina, oliwka, bez, banan oraz oczywiście gruszka. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie, zwłaszcza, że cena za 300 ml nie przekracza 6 zł!

Nie będę się rozpisywać co żel zrobił wspaniałego z moim ciałem. Dla mnie ważne jest to, że je dokładnie umył, odświeżył, nie podrażnił po nadmiernej kąpieli słonecznej (a przyznam wam, że w sobotę spaliłam się na dojrzałego pomidora) ani nie wysuszył, ładnie pachnie i jest niedrogi - czyli to,
czego wymagam od każdego produktu tego typu. Nawilżenie pozostawiam balsamom ;)

Moja ocena: 4

07 sierpnia 2014

Maslo do ciala Wild Argan Oil THE BODY SHOP

Jakiś czas temu zgłosiłam się do testowania masła do ciała z najnowszej linii firmy The Body Shop - Wild Argan Oil. W ubiegłym roku brałam udział w podobnym teście masła TBS, z tym że z innej serii (Honeymania - klik), dlatego bardzo ucieszyłam się gdy po raz drugi udało mi się zostać testerką :) Bardzo dziękuję za zaufanie!


Co mogę powiedzieć o maśle do ciała The Body Shop?
Zamknięte zostało w złotym, okrągłym, matowym i plastikowym płaskim słoiczku o pojemności 50 ml. Oczywiście jest to produkt miniaturowy. Pełny produkt zawiera  200 ml produktu :) Wieczko opatrzono charakterystyczną dla firmy nalepką, gdzie nasienie arganii żelaznej ukazano na niebieskim tle. Dużym minusem, który zauważyłam już podczas testowania miodowego masełka, jest brak folii, nalepki lub jakiegokolwiek innego zabezpieczenia, które miałoby gwarantować nam, że produkt nie jest zwietrzały czy macany przez ciekawskich klientów.

Kolejną rzeczą na którą zwróciłam szczególną uwagę jest zapach. Diametralnie różni się on od zapachu kosmetyków zawierających olej arganowy. Według mojego nosa jest mdławy, jednak po nałożeniu na skórę zmienia się w przyjemną, lekką i jakby delikatną mgiełkę. Konsystencja masełka jest gęsta, zbita i to też jest raczej typowe dla tego typu produktów. Jednak nie musicie się obawiać. Pod wpływem ciepła palców łatwo wydobyć je z opakowania. Bezproblemowo się rozsmarowuje i szybko wchłania w skórę. Co więcej nie zostawia tłustego filmu. Jest również w miarę wydajne. Kolor typowy dla takich produktów, beżowy.



Co masełko zrobiło na mojej skórze?
W ciągu kilku intensywnych dni testowania zauważyłam, że utrzymało nawilżenie. Nie podrażniło skóry. Zbyt mało czasu na stwierdzenie większych zmian, ale na pewno wygładziło skórę i lekko ją odżywiło.

Oprócz masła w linii Wild Argan Oil znajduje się: scrub, żel pod prysznic, płyn do kąpieli, mydło do masażu, balsam do ciała, skoncentrowany olej na suche miejsca, rozświetlający olej do ciała i włosów, skoncentrowany balsam do ust. 

Czy się skuszę na pełne opakowanie? Nie wiem, ale raczej nie, dlatego, że zapach średnio mi podszedł. Poza tym jak na takie efekty, jest zdecydowanie za drogie na kieszeń studenta :P Mimo wszystko oceniam je pozytywnie :)

Miałyście styczność z produktami The Body Shop? Piszcie jak zawsze w komentarzach :)

Pozdrawiam, 

16 kwietnia 2014

Lagodzace mleczko do ciala "Nawilzenie 7 dni" GARNIER

Na przełomie marca i kwietnia w ofercie drogerii Rossmann można było znaleźć 400 ml opakowania mleczka do ciała Garnier w bardzo przyzwoitych cenach. Skusiłam się na mleczko z miodem skóra sucha z serii "Nawilżenie 7 dni".

 Mleczko zawiera L-Bifidus, który wg. zapewnień producenta wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry i chroni ją przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. L-Bifidus występuje we wszystkich wersjach mleczka z tej serii. Przypuszczam, że poza kluczowym dodatkiem, którym w moim przypadku jest miód, niewiele się między sobą różnią. O właściwościach miodu pisałam tutaj. 

Produkt ma bardzo przyjemny zapach, który dosyć długo utrzymuje się na skórze. Konsystencja - średnio gęsta i nietłusta. Mleczko łatwo wydobyć z opakowania i rozprowadzić na skórze. Wchłania się w miarę szybko. Właściwie to jego wchłanianie bardziej zależy od ilości nałożonej na skórę. Większa dawka mleczka potrzebuje troszkę więcej czasu na wchłonięcie ale generalnie nie trzeba długo czekać np. na nałożenie ubrania. Nie klei się ale zanim się wchłonie na skórze odczuwalny jest lekki film, który szybko znika.


Przyznam, że jakoś nigdy nie przykładałam wagi do balsamowania ciała. Twarda woda, jednak wysuszyła niektóre jego partie, czego faktem były widoczne skórki i ogólne przesuszenia. Garnier po raz kolejny mnie nie zawiódł. Codzienne smarowanie najbardziej wysuszonych fragmentów ciała, czyli rąk i nóg, ze szczególnym wyróżnieniem kolan, łokci i kostek, szybko dało pożądane efekty. Skóra jest gładka, nawilżona, sprężysta, miękka i bardzo ładnie pachnie. Ten zapach chyba nigdy mi się nie znudzi! Jest słodkawy i taki otulający. W cieplejsze dni na pewno nie będzie przeszkadzał :)

Opakowanie:
Mleczko mieści się w 400 ml nieprzezroczystej, zielonkawej, charakterystycznej dla balsamów Garniera plastikowej butelce. Jednak pod światło widać ile nam ubyło ;) Opakowanie ma wygodne otwarcie. Jednak nie można na nim postawić butli, więc wydobycie końcówki może być nieco kłopotliwe. Etykieta raczej minimalistyczna. Zawiera najważniejsze informacje o produkcie. Z tego co wiem to wcześniej etykiety były trochę inne, więc gdybyście poszukiwały innych wersji poszczególnych mleczek w Internecie to nie zdziwcie się proszę ;)



Podsumowując jestem zadowolona z tego produktu. Z pewnością nie raz po nie sięgnę, szczególnie dlatego, że moja skóra go bardzo polubiła. Nie podrażnił mnie nawet po depilacji. Polecam wam gorąco to mleczko! Każda znajdzie coś dla siebie, bo wybór jest naprawdę spory. Dodatkowo producent wydał kremy do rąk z tej serii, więc możecie skompletować sobie albo komuś mały zestaw ;)

Wady:
- Lekki film na skórze zaraz po nałożeniu

Zalety:
+ Skuteczne i dość szybkie działanie
+ Przepiękny zapach
+ Bardzo zadowalające efekty - skóra miękka, nawilżona i gładka!
+ Nie podrażnia nawet po depilacji

Moja ocena: 5 :)

Miałyście? Stosowałyście? Dajcie znać w komentarzach :)

09 marca 2014

Zel + oliwka z mango LIRENE

Bardzo często trafiam na produkty, w których zakochuję się od pierwszego użycia. Z tym żelem też tak było :) i z tego co się orientuję żel Lirene nie tylko mnie ma za wierną fankę. Żel ma piękny, orzeźwiający , jakby cytrusowy zapach. Coś jakby słodycz zmieszana z lekką kwaskowatością. Dla mnie cu-do! Woń długo utrzymuje się na skórze i oprócz tego jest gładka i miękka po kąpieli, jakby nie potrzebowała dodatkowego balsamu! Żel jest moim zdaniem trochę inny od klasycznych żeli tej marki. Wzbogacony jest bowiem w naturalny wosk z mango.




Żel się bardzo dobrze pieni i jak wspomniałam wcześniej ma ciekawy zapach. Ma także wygodne opakowanie, typowe dla kosmetyków Lirene. Dobrze się je otwiera np. mokrymi rękami. Sam produkt jest bezbarwny i mieści się w półprzezroczystej zielonej butelce o pojemności 250 ml.

Nie podrażnia, nie uczula. Moja skóra go bardzo polubiła :) Z chęcią skorzystam z innych wersji zapachowych :) A wy miałyście któryś z żeli tej firmy? Jakie są wasze ulubione? Podzielcie się w komentarzu :)

Buziaki!

14 lutego 2014

Roll-on NIVEA z wyciagiem z perel

Witajcie! Dziś przychodzę do Was z recenzją z ostatnich nowości w mojej kosmetyczce. Jednak z tym antyperspirantem miałam do czynienia o wiele, wiele wcześniej. Dlatego mam już wyrobioną opinię na jego temat i z chęcią się nią z Wami podzielę :)


Antyperspirant w kulce Nivea pearl&beauty poznałam będąc jeszcze nastolatką. Już wtedy urzekł mnie jego lekki pudrowy zapach, który nie gryzie się z zapachem perfum i dyskretnie towarzyszy przez cały dzień. Moim zdaniem jest to najładniej pachnąca kulka firmy Nivea! Oprócz tego, że ładnie pachnie to jeszcze zapach utrzymuje się praktycznie przez cały dzień. Jak rano się posmaruję, to czuję go jeszcze wieczorem. 

Jak wspomniałam wyżej, jego stosowanie zaczęłam już jako nastolatka. Zużyłam naprawdę wiele opakowań, bo mało jaki produkt potrafi tak bardzo przypaść mi do gustu. Przez jakiś czas miałam przerwę i teraz powracam do niego z prawdziwą przyjemnością bo naprawdę ma wiele zalet. Jakich? Nie podrażnia skóry, nawet po depilacji. Powiem więcej - naprawdę ją pielęgnuje. Wiadomo, że skóra pod pachami jest dosyć delikatna. Ten antyperspirant sprawia, że jest gładka, w naturalnym kolorze, bez żadnych czerwonych plamek i krostek, bez świądu i pieczenia.  Nigdy mnie nie uczulił i zawsze neutralizował zapach potu, nie pozostawiając przy tym białych i trudnych do sprania plam. 


Moim jedynym zastrzeżeniem do tego produktu jest jego szklane opakowanie. Jako dyplomowa niezdara, wiele razy zdarza mi się coś niechcący strącić czy po prostu upuścić. I lepiej dla tych rzeczy, żeby miały plastikowe opakowania, odporne na takie atrakcje ;) Co prawda nigdy nie zdarzyło mi się żeby wyleciał mi z rąk ale lepiej dmuchać na zimne. Ale wątpię czy firma zmieni opakowania, bo wszystkie roll-ony Nivea są właśnie w szklanych buteleczkach. A no i jak już jesteśmy przy opakowaniu to powiem tylko, że ma ono różowo-perłowy korek i etykietkę. Butelka jest przezroczysta a jej zawartość biała. W ten sposób łatwo skontrolować ile nam ubyło :) Warto wspomnieć, że kulka dozuje odpowiednią ilość antyperspirantu. Isanie (klik do recenzji) często zdarzało się zbierać za dużo dezodorantu. 



Producent zapewnia na opakowaniu świeżość do 48 godzin. Nie wiem czy to prawda, bo jakoś niezbyt chętnie chciałam to sprawdzać. Mogę Was jedynie zapewnić, że przy większej potliwości np. przy wysiłku, nigdy mnie nie zawiódł. Antyperspirant dostępny jest jeszcze w sprayu i sztyfcie. I jeśli miałabym wziąć pod uwagę wszystkie zużyte przeze mnie dezodoranty tego typu w swym 22 letnim życiu, to najwięcej opakowań zużyłam własnie Nivea pearl&beauty. Co więcej jego cena nie jest strasznie wysoka (+/- 10 zł) jak na tak dobry produkt.

Wady:
- Szklane opakowanie

Zalety:
+ Miły, lekki ale intensywny, pudrowy zapach
+ Neutralizowanie przykrego zapachu potu przez cały dzień
+ Nie podrażnia skóry (nawet po depilacji)
+ Kulka dozuje odpowiednią ilośćproduktu
+ Przezroczyste opakowanie pozwala na skontrolowanie kiedy produkt sięgnie denka
+ Nie brudzi ubrań
+ Nie pozostawia mokrych plam potu
+ Skutecznie chroni przed potem
+ Nie zapycha

Wymieniając tyle zalet nie mogę nie dać mu najwyższej oceny, co właśnie czynię - 6! :)

A czy Wy stosujecie jakieś antyperspiranty Nivea? Jakie są wasze ulubione i najbardziej sprawdzone? Podzielcie się w komentarzu :) Zachęcam Was do pozostawiania swoich wizytówek, chętnie czytamy Wasze blogi :) I korzystając z okazji, że dziś są walentynki, życzę każdemu czytającemu te słowa miłości przez caaaały rok! :) A jeśli chcecie sprawić ukochanej osobie jakiś drobiazg ale kompletnie nie wiecie jaki i czas Was goni zapraszam na zapoznanie się z moim małym poradnikiem. Kliknięcie w poniższe zdjęcie przeniesie Was do odpowiedniego postu.


Pozdrawiam,

13 stycznia 2014

Perfecta Pin-Up - owocowe nawilzenie

Witajcie.
Dobre wieści są takie, ze odnalazłam ładowarke do aparatu, więc będą zdjęcia ^^


A dziś przedstawiam wam zawartość paczki od Perfecty - Perfumowany krem i peeling do ciała z lini Pin-Up.
Przystępując do konkursu trzeba było określić, którą linie życzyło się dostać w razie wygranej ( są 3 - Sugar Baby, Miss Marine i włąsine moja Lady Berry). Skuszona tym, że "Pani Jagódka" ma mieć zapach owoców leśnych dałam sie skusic i wybrałam właśnie ją. Po otwarciu paczki, otworzeniu opakowania balsamu i przysunięciu go do nosa troche się zdziwiłam i zawiodłam. Któraś z osób dobierających kompozycje zapachową do tego produktu chyba nigdy nawet nie stała obok owoców leśnych. Ale pomijajac fakt, że co prawda nie owoców lesnych to zapach jest całkiem przyjemny. Mało tego nie bez przyczyny ma przedrostek "PERFUMOWANY". Wiadomo, każdy balsam do ciała jakoś tam pachnie, ale kiedy natrę się tym  to moi domownicy skuszeni zapachami z mojego pokoju pytaja co to.Peeling oczywiście tak samo.
Nad właściwościami stricte kosmetycznymi nie ma co się rozwodzić. Balsam nawilża jak każdy inny, choc zdarzyło mi sie używac duzo gorszych. Ten jest mogłabym rzec nawet bardzo przystępny, jesli chodzi o poziom nawilżenia.
Na szczególną uwage natoiast zasługuje peeling.Ma super drobną konsystencję ziarenek. Jest zarazem delikatny i skuteczny. Z martwym naskórkiem rozprawia kapitalnie. A jak zaraz po myciu nim zaaplikujemy balsam efekt jest wyśmienity.
Jako, że dostałam go za darmo, cene musiałam wyszperac w internetach. Wyszperałam zatem tak( ze sklepu producenta) :
 Krem  - ok 16 zł/200ml
Peeling - ok 18 zł/200 ml.

ZALETY:
+ intensywny zapach
+ super wygładzenie i nawilżenie
+ może błacha, ale lda mnie istotna - zamknięcie, ten dyndzelek co się nim zamyka solidny jest i be zprzeszkód moge nim 'trzaskać' jak to zwykle robie. Choć zwykle to ja takie rzeczy urywam, bom zbyt gwałtowna i mało delikatna.


WADY:
- żadnych ( prócz ceny, choć to indywidualna sprawa)



Osobno krem nieco niżej - 4, a peeling - 6. Ocena więc jaka otrzymuja razem to 5! 


Anku

16 września 2013

HONEYMANIA masło do ciała THE BODY SHOP

Źródło: https://www.facebook.com/TheBodyShopPoland?fref=ts
Jakieś 2/3 tygodnie temu otrzymałam do testowania masełko z serii HONEYMANIA firmy The Body Shop. Jako, że jestem okropnie roztrzepana i ostatnio nie siadam do komputera to przegapiłam termin nadsyłania recenzji do konkursu. W ogóle to ja na początku myślałam, że do końca sierpnia trzeba napisać swoją recenzję tak po prostu a nie na konkurs, więc na początku strasznie się źle z tym czułam, bo co nie bądź wyglądało to tak, że wyłudziłam kosmetyk, a przecież tak nie było :D Kiedy listonosz przyniósł mi paczuszkę poczułam zaszczyt, że jestem w tym niewielkim gronie osób, które jako pierwsze będą miały przyjemność testować nowy produkt firmy. Jednakże wymiana mailowa ze sklepem wszystko wyjaśniła :)
Masełko, które otrzymałam jest jasnożółtego koloru i schowane jest w zgrabnym, ciemnożółtym słoiczku mieszczącym 50 ml produktu (dla nie wiedzących: pełnowymiarowy produkt mieści 200 ml :)). Gdy go otworzyłam, mój nos zalał delikatny i lekko słodkawy zapach wiosennych kwiatów a nie miodu, ale mój tata, pszczelarz stwierdził, że można go (miód) wyczuć. Nie kłócę się z fachowcem ;). Sam zapach nie przeszkadza i ulatnia się po jakimś czasie.

Konsystencję ma... maślaną (jak to masło). Konkretnie zbita w opakowaniu ale nie ma problemów z aplikacją. Dobrze się wsmarowuje i dosyć poprawnie wchłania. Nawilżenie utrzymuje się bardzo długo. Co więcej skóra się nie klei ani nie świeci. Wydajność ma średnią. Jedynym poważnym minusem, który wystawiam nie tylko ja, jest fakt, że opakowanie nie zawiera żadnego zabezpieczenia np. sreberka, które dawałoby pewność, że w masełku nikt nie maczał paluszków ;)

Z informacji, które znalazłam w Internecie na temat produktów z serii Honeymania można dowiedzieć się, że miód, który firma pozyskuje do produkcji tych kosmetyków czerpany jest od pszczół z Etiopii w ramach programu Wspólnota Uczciwego Handlu. Ciekawa informacja :)
Źródło: https://www.facebook.com/TheBodyShopPoland?fref=ts

Jest to pierwszy produkt The Body Shop, który mam.

Zalety:
+ Super zapach, nawet wybrednym się spodoba
+ Skóra gładka i nieświecąca się
+ Nie pozostawia tłustego filmu na skórze
+ Nawilża

Wady: 
- Brak folii/sreberka zabezpieczającego
- Cena 69zł/200ml. Uważam, że za 2 razy mniejszą cenę można kupić równie dobre masełko.



Skład: Aqua (Water), Theobroma Cacao (Cocoa Butter), Butyrospermum parkii (Shea Butter), Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, C 12-15 Akyl Benzoate, Ethylhexyl Palminate, Cera Alba, Sesamum Indicum Oil, Parfum, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Dimethicone, Honey, Caprylyl Dlycol, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Disodium EDTA, Tocopherol, Geraniol, Sodium Hydroxide, Linalool, Limonene, Citric Acid, C 15985, C 19140.

Z serii Honeymania w sprzedaży dostępne są:

- balsam do ust /24 zł
- peeling do ciała /65 zł
- mydło /9.90 zł
- żel pod prysznic /25 zł
- miód do kąpieli /55 zł
- woda toaletowa /55 zł

Według mnie szału nie ma. Masło nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia dlatego oceniam je na 4, czyli warte kupienia.

A czy Wy testowałyście te masełka lub miałyście jakieś kosmetyki z TBS? Piszcie jak zawsze w komentarzach :)

Pozdrawiam, Paulina.

Ps. Przypominam o naszym rozdaniu!! :) Więcej informacji po kliknięciu w zdjęcie :)

11 września 2013

Nagietkowe mydło BIAŁY JELEŃ


Dziś chciałabym przedstawić Wam moje wrażenia odnośnie nagietkowego mydła Biały Jeleń. Nie wiem czy wiecie, ale Biały Jeleń to linia hipoalergicznych produktów stworzonych z myślą o osobach z problemami skórnymi i skłonnościami do alergii. Linia Bały Jeleń to nie tylko tradycyjne, znane wszystkim Polakom białe mydło ale także szampony, płyny do kąpieli, płyny do higieny intymnej i mydła w płynie. Producentem jest Pollena Ostrzeszów, która trudni się wyrobem marek takich jak: Dzidzuś, FF, czy BHP.

Jak wspomniałam we wcześniejszej notce (klik) czaiłam się do tych mydeł już od jakiegoś czasu i od początku chciałam je przetestować na buzi. Przyznam, że bałam się wysuszenia i łuszczenia skóry. Ale pomyślałam, że skoro moja twarz i tak wygląda jak przerzuty trep od długotrwałego przebywania na słońcu, deszczu i wietrze, to nie mam nic do stracenia. Dodatkowo do opalonej już mocno twarzy przybłąkały się małe krostki i zaczerwienienia, więc musiałam działać. Jak pomyślałam - tak zrobiłam. Kupiłam dwa mydełka: z otrębami pszennymi i nagietkowe. Z początku miałam mały dylemat od którego zacząć. Wzięłam mydła w dłoń, rozpakowałam, powąchałam i wybrałam ładniej pachnące. A po weekendzie pobiegłam w podskokach do Rossmanna i nabyłam jeszcze dwa: ze słonecznikiem i bursztynem - teraz mam pełen komplet tych mydełek i się nimi bardzo cieszę :)

Na początek pod lupę wzięłam nagietkowe mydło glicerynowe. Wiecie, że jest ono wykonane ręcznie? Po raz pierwszy użyłam go pod prysznicem i umyłam nim twarz i całe ciało. Wrażenie niezłe, bo dosyć łatwo i dobrze się pieni. Sama piana jest kremowa i lekka. Zapach - długotrwały i delikatny. Można powiedzieć, że subtelny. Nawet jak leży sobie grzecznie w mydelniczce to w łazience i tak pięknie pachnie :)

Nagietkowy Biały Jeleń doskonale oczyścił moją twarz i ciało. Mam wrażenie, że "zdarł" z mojej skóry tłustą warstwę zanieczyszczeń i pozostawił ją gładką i zmatowioną - a ja mam przecież bardzo suchą skórę! Przyznam, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim! Sprezentuję takie bratu - dojrzewającemu nastolatkowi borykającemu się z trądzikiem młodzieńczym na pewno się przyda :)


Mydełko może mieć mieć małą wadę. Dlaczego: "może mieć" a nie, "ma"? Cóż. Moja skóra, gdy nie jest odpowiednio nawilżona, od razu się łuszczy. Najczęściej spotyka to mój nos i czoło. Przy pierwszym użyciu, gdy nie wypeeleingowałam zbyt dokładnie twarzy, mydło podkreśliło martwy naskórek na nosie - po stosowaniu żeli takiego efektu nie miałam. Jednakże współpracując z dobrym peelingiem, nagietkowy jelonek potrafi zdziałać naprawdę wiele dobrego :) Dodatkowo po umyciu twarz zabezpieczyłam tonikiem (recenzja tutaj) i posmarowałam kremem nawilżającym (recenzja się pisze).

Efekt:
Skóra gładka, odpowiednio naprężona (ale nie ściągnięta!), matowa (w pozytywnym sensie). No i krostek jakby mniej - czyli oczyszczona. Zauważyłam, że żel-krem Nivea (recenzja tutaj) pozostawia po sobie lekki film. Tzn. skóra twarzy ma taką "bezpieczną warstwę" chroniącą przed utratą wody. Nigdy mi on nie przeszkadzał ale moje odczucia co do tego produktu po korzystaniu z Białego Jelenia,  trochę się zmieniły. Mimo wszystko żel-krem Nivea kocham dalej (ale już mniej niż wcześniej :D). Natomiast nagietkowego jelonka polubiłam i z pewnością kupię kolejną kostkę :)


Podsumujmy mydełko:

Zalety:
+ Oryginalne opakowanie
+ Zapach - subtelny i delikatny. Długo utrzymuje się na skórze i w łazience.
+ Odczuwalnie oczyszczona skóra
+ Kremowa biała piana
+ Działanie antybakteryjne
+ Mydło robione ręcznie
+ Wydajne - używam go od kilku dni codziennie i to kilka razy a grawer (napis) jeszcze się nie zmydlił
+ Doskonale zmywa resztki makijażu
+ Nie podrażnia skóry
+ Pomocne w zwalczaniu stanów zapalnych - przynajmniej u mnie
+ Skóra jest gładka, czysta i pachnąca

Minusy: 
- Może podkreślić łuszczącą, martwą skórę. Ale nie wysusza!
- Dostępność. Serię tych mydełek spotkałam jak na razie tylko w drogeriach Rossmann

+/- Cena. Dla mnie to mydełko nie jest drogie. Jednakże zdaniem niektórych kosztuje za dużo. Moim zdaniem 4.99 za 100g ręcznie robionego, mydełka glicerynowego to nie jest wiele :)

Czy warto je kupić?
- Moim zdaniem tak! Kupiłam je z myślą mycia nim twarzy ale świetnie myje także całe ciało :) Polecam je wszystkim :)

O właściwościach mydeł glicerynowych możecie przeczytać tutaj: KLIK
Moja ocena to oczywiście soczysta 6! :)
A jakie są Wasze przygody z mydłami? Piszcie proszę w komentarzach! :)
_________________________________________________________
Przypominam Wam także o naszym fabrykowym rozdaniu! Więcej informacji znajdziecie klikając w zdjęcie :)
Pozdrawiam wrześniowo i mydlanie ;)
Paulina.

04 września 2013

Drogocenny olejek arganowy BIELENDA

Na początku chciałabym Was serdecznie przeprosić za naszą długą nieobecność na blogu. Obiecuję Wam, że będziemy (a przynajmniej ja będę) się starać pisać częściej :)

Dziś przychodzę z recenzją drogocennego olejku arganowego Bielendy 3w1 ciało, twarz, włosy. Na wstępie muszę Was zapewnić, że ten olejek ma bardzo trafną nazwę. Jest NAPRAWDĘ drogocenny. I można się nim wysmarować dosłownie od stóp do głów z włosami włącznie :) po jego zakupie, postanowiłam stosować go na moje nieszczęsne rozstępy na udach, które nabyłam wskutek zbyt szybkiego wzrostu. Na ten defekt już chyba nic nie poradzi bo blizny są białe, a gdzieś przeczytałam, że z białymi rozstępami nic się już nie da zrobić. Jednak jestem tym olejkiem zachwycona. Dlaczego? Już tłumaczę. 

Olejek przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, twarzy i włosów. Używałam go wszechstronnie i w każdej strefie (tak to nazwijmy) się sprawdził. Niżej opiszę jak się spisywał ale teraz jeszcze wymienię kilka jego cech. Kiedyś, dawno temu kupiłam na Allegro olejek arganowy. Przeraziłam się strasznie gdy odkręciłam nakrętkę. Dlaczego? Niemożebnie śmierdział. Nie wiem dlaczego. Bałam się go używać i stoi po dziś dzień w czeluściach mojej szafki z kosmetykami. Kupując olejek arganowy od Bielendy miałam obawy, że jego zapach także będzie przykry. Niepotrzebnie. Olejek z tej firmy pachnie przepięknie. Gdy się nim wysmaruję to się wącham - do tego stopnia przypadł mi do gustu. Poza tym świetnie nawilża i odżywia skórę. Dosyć szybko się wchłania. Olejek naprawdę wygładza skórę, delikatnie podkreśla opaleniznę. Opakowanie jest dosyć wygodne, widać ile pozostało nam kosmetyku. Aplikacja także komfortowa, a wszystko to dzięki atomizerowi. Konsystencję i kolor ma tak jak każdy olejek. Co ważne wsmarowany w skórę nie zostawia tłustych plam na ubraniu, jednak go trochę pozostaje na korku i może wybrudzić, więc trzeba uważać. Kilka razy stosowałam go do opalania. Skóra ładnie brązowieje ale trzeba być ostrożnym, bo wiecie jak to z olejkami bywa ;) Jednak opalanie w tym roku nas już nie czeka bo i wrzesień, buro, szaro i ponuro na zewnątrz. Ok, nadszedł czas opisać pokrótce jakie otrzymałam po nim efekty.

Ciało

Moja sucha skóra potrzebuje ciągłego nawilżenia. Posmarowana wieczorem, tuż po kąpieli pozostaje pachnąca, satynowa i miła w dotyku. Efekt utrzymuje się naprawdę długo.

Twarz

Moja buzia jest ciągle narażona na promienie słoneczne i wiatr. To bardzo wysusza skórę. Wieczorem smaruję ją olejkiem arganowym. Przez noc regeneruje się ;) W dzień nie smaruję nim z wiadomych względów - spaliłabym, i tak już bardzo opaloną, skórę.

Włosy

One ciągle żyją własnym życiem. Ale je trochę ujarzmiłam właśnie tym olejkiem. Nie mam rozdwojonych końcówek. Włosy się nie łamią. I tutaj olejek trochę mniej się spisał bo ciągle wypadają. Ale wydaje mi się, że to z innych powodów.


Podsumowując: producent na odwrocie butelki napisał, że olejek arganowy to prawdziwy upiększający eliksir dla ciała, twarzy i włosów. I nie sposób się z nim nie zgodzić :) Z resztą na rynku jest masa kosmetyków, które zawierają olej arganowy - każda z nas się nimi zachwyca, prawda? Bielenda oferuje nam ich esencję - konkretny olejek :)

Zalety:
+ Piękny zapach
+ Świetne działanie
+ Skóra ciała i twarzy jest elastyczna, odżywiona, nawilżona, miękka i gładka
+ Włosy miękkie i odżywione
+ Można stosować do opalania
+ Wydajny

Wady:
- Może brudzić
- Należy go zdenkować do 3 miesięcy od otwarcia

+/- cena 150 ml kosztuje od 20 zł wzwyż

Olejek oceniam na 5,5 :)

A Wy stosowałyście jakieś kosmetyki z olejkiem arganowym? Jakie są Wasze wrażenia? Piszcie jak zawsze w komentarzach :)

A i chciałabym Wam powiedzieć, że od wczoraj stosuję kurację paznokciową. Tzn. od wczoraj co wieczór będę wsmarowywać w swoje paznokcie balsam, który ma usztywnić płytkę, zachęcić do zapuszczania i zniechęcić do obgryzania (mój straszny defekt). A tak się prezentuje mój pomocnik w walce z pazurami (a raczej ich chwilowym brakiem ;)):
Wzmacniający balsam do paznokci Oriflame Nail Butter Advanced  24 zł/6 g
Balsam zawiera rumianek (ukojenie), awokado (odżywienie), masło shea, prowitaminę B5. Cóż zobaczymy jak się spisze ;)

Pozdrawiam jesiennie (słonecznie i złociście jak jesienne liście),
~Paulina

27 sierpnia 2013

Antyperspirant GARNIER Mineral

 ZDRADZIŁAM!
Zdradziłam swoją ukochaną Rexone. Ale to tylko dlatego, że akurat nie było go w sklepie a ja potrzebowałam koniecznie antyperspirantu. I stało się, co się nie odstanie.
Garnier Mineral Ultra Dry to wymarzony dezodorant na każdą okazję - upał, sport, stres, codziennie życie. Pachnie nieziemsko - w kontakcie ze skóra jeszcze ładniej. Na opakowaniu jest napisane, że pozwala skórze oddychać i to prawda. Inne antyperspiranty wysuszały moją skórze i czyniły ją niemiłą w dotyku, a po tym nie ma nawet śladu. Oczywiście producent ( jak większość) nagiął trochę rzeczywistość, bo żaden antyperspirant nie jest w stanie działać przez 48h non stop, ale działa przez naprawdę długi czas i pachnie przed długi czas.
Dezodorancik nie zawiera alkoholu, co jest teraz raczej powszechne, ale nie zawiera też PARABENÓW. Zawiera za to Mineralite, czyli " ultraabsorbujący minerał pochodzenia wulkanicznego".
Naprawde polecam. Nie sądziłam, że znajdę coś lepszego niż Rexona i to za niższą cenę! (8-9zł)




ZALETY:
+ działa długo i skutecznie
+ ładnie pachnie
+ nie zawiera parabenów
+ zawiera Mineralite (czyt.wyżej)
+ nie wysusza i nie podrażnia skóry


WADY:
- zdaję sie , że nie znalazłam jeszcze żadnych


Ocena to nic innego jak 6!



~Anku