Image Map
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska. Pokaż wszystkie posty

14 sierpnia 2014

Keratynowa maska do wlosów z proteinami mlecznymi KALLOS

Ania dała odpocząć od tematu włosowego ale ja nie zamierzam tego zrobić, póki nie napiszę wam o rewelacyjnej masce do włosów KALLOS. Wiele z was z pewnością ją zna, bo to hit wśród blogerek (nie tylko kosmetycznych). Teraz może być o niej głośniej, bo po modzie na olejek arganowy w możliwie każdym produkcie, nastaje czas na keratynę, przynajmniej w wyrobach do włosów.


Według słownika PWN, keratyna to "włókienkowe białko strukturalne należące do skleroprotein, występujące w skórze, piórach, włosach, kopytach i rogach zwierząt; wytwarzana w komórkach nabłonkowych keratynocytach, podlegających procesowi rogowacenia; nadaje skórze dużą wytrzymałość mechaniczną połącząną z elastycznością." - czyli z grubsza wiemy mniej więcej, że keratyna jest naturalnym białkiem występującym powszechnie w przyrodzie o wyjątkowych właściwościach.

Czy w związku z tym maska z keratyną i proteinami mlecznymi zrobiła rewolucję na mojej głowie? Zanim o tym napiszę to przede wszystkim muszę wspomnieć, że ta maska chodziła za mną od dłuższego czasu i to była raczej kwestia czasu, że ją kupię. Ale nie myślcie, że kupowałam ją tak całkiem w ciemno, bazując tylko na opiniach z waszych blogów, kuszona niską ceną, gdzie za litr tej nadobnej mikstury wydałam bagatela niecałe 8 złotych. Nie, nie, nie! Powiem wam więcej! Macałam kilkukrotnie włosy koleżance, która jest tą maską urzeczona (dzięki Angelika!) i to skutecznie przekonało mnie do tego aby nabyć to cudo kosmetyki. A nuż i moje czerepowe siano stanie się mniej sianowate? Wlazłam więc na Allegro, kliknęłam i dwa dni później ta nadzwyczajna substancja znalazła się w moich rękach. Przyznam się, że byłam bezczelna i się podzieliłam z siostrami, żeby w razie co podzielić z nimi niedolę (choć i tak dzielę z nimi problem wypadania włosów ale o tym niżej) - taka jestem wredna :D. Jednak nie przewidziałam, że nasz romans z tą maską nie będzie aż taki chwilowy jak mi się na początku zdawało, bo się wzięłam i się w niej zakochałam. Dlaczego uważam ją za cud i przy okazji moje siostry podzielają moją opinię?


Zielonkawy plastikowy słój z białą półprzezroczystą nakrętką, kryje w swoich czeluściach bodaj nie szczere złoto, ale 1000 ml (litrę, że się tak wyrażę) białej zbitej o kremowo-żelowej konsystencji maskę. W tym miejscu wspomnę, że ów słój jest nią wypełniony dosłownie PO BRZEGI. I oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie miała zastrzeżeń do opakowania. A mam bo jest bardzo pojemne, ale średnio wygodne gdy próbuje się je otworzyć mokrymi rękami. Chociaż według producenta wcześniej należy włosy wytrzeć ręcznikiem a więc przy okazji też i ręce, ale kto by się w to bawił... chyba że pani w salonie fryzjerskim, gdzie ponoć maski Kallos są powszechnie stosowane, anyway - jak ktoś chce to może sobie zainwestować w pompkę, co zamierzam z resztą zrobić, bo mam wrażenie, że ten słój jednak nie do końca dokręcam i wiecie, może lać się woda. Dobra, tę kwestię już omówiłam, czas przejść dalej.

Czytając wasze opinie na temat tegoż produktu, dłuugo (jeszcze przed kupnem) zastanawiałam się nad fenomenem odżywek i masek Kallos. Czy za sukcesem stoi śmieszni niska cena za niewiarygodnie ogromną ilość, jak się okazuje doskonałego wyrobu? I tak i nie. Bo istota tkwi w jego działaniu. Atrakcyjna cena za równie atrakcyjny produkt to dobry gest ze strony sprzedawcy bo tak czy inaczej te maski by im schodziły jak świeże bułeczki w najlepszej piekarni w mieście:P Działanie maski sprawdzałam nie tylko ja, ale także moje dwie starsze siostry - Dorota i Karolina. 

Efekt?
Nie trzeba było długo na niego czekać bo pojawił się już po pierwszym zastosowaniu. U wszystkich trzech. U Dorota, której włosy są jeszcze osłabione po ciąży i wypadają garściami, maska pobudziła wzrost nowych i te, które pozostały wygładziła na całej długości. Generalnie razem z siostrami należymy do osób, które mają duużo na głowie i tutaj mowa jest wyłącznie o włosach ;) z reguły mamy gęste włosy, szczególnie Karolina, która ma najbardziej bujną czuprynę z nas trzech bo intensywnie kręconą. Ona też boryka się z problemem wypadania po ciąży. Maska podkreśliła jej skręt, ułatwiła rozczesanie zarówno mokrych jak i suchych włosów i tak jak u Doroty odżywiła je na całej długości oraz przyhamowała wypadanie. Jeśli zaś chodzi o mnie to gubienie włosów zawdzięczam nadmiernemu stresowi i ogólnemu osłabieniu organizmu. Jednak i na mojej głowie da się spostrzec zmniejszone wypadanie. Co więcej włosy stały się bardziej hmm... nie będzie to dziwne jeśli użyję sformułowania "żywe" - tak są żywe bo potrafią wysupłać się z koczka, co wcześniej rzadko się zdarzało. U wszystkich trzech zaobserwowałyśmy większą sprężystość, odporność na czesanie - mniej trupów na szczotce, zmniejszoną szorstkość, a więc włosy stały się bardziej miękkie. Odżywka nie spowodowała u nas łupieżu, świądu, pieczenia ani innego podrażnienia skóry głowy. Ma łagodne ale i stanowcze działanie.

Dozowanie:
Nie mając pompki trudno mniej więcej powiedzieć ile jej nakładam na mokre lub wilgotne włosy. To powinno pozostać kwestią indywidualną, bo każdy ma inną długość i gęstość czupryny. Staram się rozprowadzać maskę nie tylko na całą długość ale także wcierać ją w skalp. Ilość jednorazowo zużywanej maski odnosi się do dwóm orzechom włoskim. Zawsze staram się ją dokładnie spłukać ale podczas zmywania daje się odczuć nie tyle co film na włosach co swego rodzaju powłokę. 

Skład: 
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolized Milk Protein, Hydrolized Keratin, Cyclopentasilioxane, Dimenthiconol, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone


Podsumowując, maska nie zrobiła zasadniczego "pilota" ani rewolucji na mojej głowie. Według mnie zrobiła to co miała zrobić, w sposób łagodny i nie ekspresowy ale raczej dość szybki. Jednak jestem zadowolona z efektu, którym obdarza włosy. Są miękkie, lśniące, nie plączą się, łatwo je rozczesać, końcówki są w lepszej kondycji a same włosy bardziej ujarzmione. Czy kupię ją ponownie? Oczywiście, że tak! W planach mam kupno keratynowego szamponu tej firmy. Macie? Używacie? Piszcie jak zawsze w komentarzach! :)

25 stycznia 2014

Produkty, ktore pokochaly moje wlosy - czesc 1: DUET BABUSZKI AGAFII

Witajcie po dłuższej przerwie spowodowanej zbliżającą się wielkimi krokami sesją egzaminacyjną. Dziś post naprawdę obszerny, który zdecydowałam się podzielić na dwie części z dwóch powodów. Pierwszy: piszemy rzadko, więc chcę Wam to jakoś wynagrodzić, drugi: notka jest naprawdę obszerna i wątpię aby ktokolwiek dotrwał do końca recenzji 4 produktów (dlatego podzieliłam ją na pół). Dziś chciałabym przedstawić Wam pierwszy zestaw kosmetyków do pielęgnacji włosów, które bardzo przypadły mi do gustu.

Duet omawiany w tej części to tradycyjny rosyjski szampon nr 3 na łopianowym propolisie przeciw wypadaniu włosów i drożdżowa maska do włosów wspomagająca ich porost. Nazwy dosyć długie i specyficzne, ale i szampon i maskę bez problemu znajdziemy w różnych sklepach internetowych pod hasłem: Apteczka/Receptury Babuszki Agafii.

Jakiś czas temu blogosfera przeżywała prawdziwy boom na rosyjskie kosmetyki. Skuszona pozytywnymi recenzjami postanowiłam spróbować "czyniących cuda" specyfików. Jako że zbliżała się jesień i moje włosy postanowiły hurtowo wypadać, w obawie przed wyłysieniem zdecydowałam się na szampon przeciw wypadaniu i maskę na porost włosów. Zakupy zrobiłam na allegro ale po fakcie zorientowałam się, że na stronie http://skarbysyberii.pl/ można te rzeczy kupić taniej. Dobra, czas na recenzję.


Czarna, nieprzezroczysta butelka, mająca zamknięcie typu klik, zawiera 600 ml ciemnozielonego szamponu o konsystencji - kolokwialnie mówiąc - glutów. Wydostanie go z opakowania jest mało kłopotliwe jeśli macie dużo czasu i cierpliwości aż "łaskawy pan" raczy wypłynąć z butelki. Chodzi mi o to, że wypływa bardzo majestatycznie co osobiście mnie doprowadza do szału a ściskanie butli powoduje wypływanie szamponu zza korka.Wyjście z sytuacji jest proste - wystarczy odkręcić zamknięcie, wylać odpowiednią ilość szamponu na rękę/włosy i zakręcić. Co do zapachu powiem tak: na początku pachniał pięknie, coś jakby ziołami z domieszką czegoś słodkiego. Po jakimś czasie zaczął tak śmierdzieć, że gdybym dzieliła z kimś łazienkę pomyślałabym, że ktoś mi zrobił niemiły żart i czegoś dolał do szamponu. Datę ważności ma dosyć długą więc uznałam, że któryś ze składników się po prostu utlenił. I to jest jedna z dwóch wad, które widzę w tym produkcie. Drugą wadą jest wspomniane wcześniej wypływanie szamponu zza korka gdy ściskam butelkę. Moim zdaniem dziura przez którą ma wypływać szampon jest po prostu za mała, by tej gęstości płyn miał się normalnie wydostać z opakowania. 


Samo działanie szamponu oceniam jako bardzo dobre bo nie splątał mi włosów, zahamował ich wypadanie, co więcej mogę stwierdzić, że nawet w dużej mierze wpłynął na ich wzrost i gęstość. Włosy były miękkie i sypkie, nie było problemów z ich układaniem, nie elektryzowały się i co mnie zaskoczyło nie przetłuszczały się w tak szybkim tempie jak wcześniej. Szampon zawsze ładnie się pienił i nie trzeba go było wiele żeby dokładnie umyć włosy. Używałam go ok. 2,5 miesiąca przy dużej częstotliwości i zużyłam może 2/3 opakowania.

Wady: 
- Z przyjemnego zapachu zaczął śmierdzieć
- Za mały otwór w korku

Zalety:
+ Spełnił swoją rolę - włosów na szczotce było zdecydowanie mniej (2-5 włosów, kiedy wcześniej było o wiele więcej)
+ Ładnie się pieni i spłukuje
+ Nie plącze włosów
+ Naturalne składniki
+ Włosy przestały się przetłuszczać
+ Wpłynął na porost włosów

Daję mu 5-


Plastikowy, złotożółty słoik, o pojemności 300 ml zawiera w sobie mleczną, dosyć rzadką maź. Zapach ma przecudowny - pachnie czymś w rodzaju toffi z maślanymi ciasteczkami. Według mnie jej konsystencja jest zbyt rzadka, przez co zmniejsza swoją wydajność. Słoik wystarczył mi na ok 8-10 myć. Uważam, że na 300 ml to zbyt mało. Dodatkowo opakowanie wyposażone jest w ni to gumowe, ni to silikonowe zabezpieczenie, które jest bardzo wygodne np. pod prysznicem. Mokrymi rękami nie da się dokręcić wieczka a taka przykryweczka zapobiega dostaniu się wody do opakowania i jeszcze większemu rozrzedzeniu zawartości. Oprócz tego do maski załączona jest ulotka gdzie, jak mniemam, napisane są jakieś porady ale nie bardzo mogę się dowiedzieć jakie bo ulotka napisana jest w języku rosyjskim.


Działanie ma przewspaniałe. Dzięki niej moje włosy nie były oklapnięte u nasady, końcówki mniej rozdwojone a sam włos bardziej sprężysty i niełamliwy. Włosy pachniały nią długo po wysuszeniu i były miękkie i przyjemne w dotyku. Wady ma dwie - zbyt rzadką konsystencję i przez to zbyt szybko się kończy.

Wady:
- Zbyt rzadka konsystencja
- Słaba wydajność

Zalety:
+ Włosy miękkie i miłe w dotyku
+ Wzmocnione cebulki i końcówki
+ Sam włos jest jakby bardziej sprężysty
+ Pozostawia ładny zapach
+ Naturalne składniki

Moja ocena: 5

Miałyście któryś z tych produktów? Jakie są wasze wrażenia? Piszcie jak zawsze w komentarzach :)
Jeśli chcecie przeczytać 2 część mojej włosowej notki zapraszam tutaj

Ps. Ta notka przez jakiś czas była niedostępna z powodu duplikacji notki o Jantarze. Nie wiem jako to się stało, że zamiast o kosmetykach Agafii czytałyście o Jantarze (skopiowała się sama treść). Musiałam pisać wszystko od nowa.