Image Map

11 sierpnia 2013

Z domowej apteczki: DZIKA RÓŻA

Tak wygląda dzika róża - krzew kolczasty, występujący na miedzach i przydrożach. Często sadzony jest w parkach i ogrodach, nierzadko spełnia rolę żywopłotu rosnąc przy prywatnych posesjach.

Krzak dzikiej róży charakteryzuje się różowymi lub białymi kwiatami, przy czym różowe występują w różnych odcieniach - od jasnoróżowego do prawie fioletowego. Owoce natomiast są czerwone, wysłane włoskami przy końcach. Są bogate w witaminę C i właśnie one są produktem, który warto mieć w swojej domowej apteczce :) Ale jesli ktoś ma chęć to może zrobić sobie sok z płatów dzikiej róży. Przepis podaje Asia na swoim blogu Matka jest tylko jedna, który z resztą Wam polecam, bo czyta się go z rozbawieniem :) albo konfiturę, której przepis przeczytacie na równie fajnym, ekologicznym blogu Vivat Eco! :) A wracając do owoców:
Kiedy je zbierać?

Aby owoce dzikiej róży zawierały swoją maksymalną dawkę witaminy C, należy je zebrać przed pełnym dojrzeniem, czyli w przeciągu sierpnia i września, kiedy ich (owoców) barwa jest intensywnie czerwona. Drugim terminem zbierania jest późna jesień, gdzie owoce są lekko przysuszone, ale uwaga: przed przymrozkami. Dlaczego?

Podczas suszenia spada ilość witaminy C, lepiej więc moim zdaniem, zebrać je wcześniej, kiedy są jeszcze czerwone. A właśnie, suszenie: owoce suszymy możliwie szybko, w podwyższonej temperaturze (tak do 50 stopni Celsjusza). 

Co oprócz witaminy C zawierają w sobie owoce dzikiej róży?

Ha! Nie uwierzycie! Same dobre rzeczy ;)
Oprócz wspomnianej wyżej witaminy C, owoce są także bogatym źródłem kwasu dehydroaskorbinowego, czyli tutaj mamy stężenie witamin C większe niż w cytrusach, słuchajcie i mamy to pod płotem albo na łące i to na wyciągnięcie ręki! No, ale :D Owoce dzikiej róży zawierają także karotenoidy, flawonoidy, garbniki, witaminę B1, B2 oraz K. Mają działanie moczopędne i żółciopędne. Dodatkowo są skuteczne w walce ze szkorbutem oraz w ogólnym wzmacnianiu organizmu. Wyciągi z dzikiej róży są szczególnie polecane osobom, które cierpią z powodu bezsenności i nerwowości. Można je także stosować (ale bardzo ostrożnie) u osób, które mają skłonność do zakrzepów. Natomiast herbatki z dzikiej róży podaje się dzieciom i osobom w podeszłym wieku.

Najbardziej wartościowymi są w owocach dzikiej róży flawonoidy i oczywiście witamina C. Czasami w sklepach pojawiają się herbatki z dzikiej róży albo cukierki. Rzadziej konfitury i soki. Mimo wszystko warto sobie je nabyć. Wydaje mi się, nie nie kosztują wiele a są zdrowe :) Dlatego owoce dzikiej róży wykorzystywane są także do preparatów witaminowych. Poniżej podaję sposób parzenia.




Napar (warto pić go w zimie, kiedy nasza odporność jest bardzo narażona na infekcje):
Łyżkę owoców z dzikiej róży zalewamy szklanką wrzątku.  Pozostawiamy pod przykryciem na 5 minut. Po upływie tego czasu napar przecedzamy. Zalecane jest picie tego naparu po 2-3 szklanki dziennie. Aby było smaczniejsze i wartościowsze w witaminy można dodać to tego łyżkę soku z malin.


Mała informacja:
Staram się stworzyć coś w rodzaju leksykonu/słowniczka ze wszystkimi pojęciami jakie pojawiają się w notkach "Z domowej apteczki". Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

Oprócz tego odsyłam Was do mojej notki na temat pomocy w Afryce. Kochani! Nas to nie kosztuje wiele a afrykańskie mamy naprawdę potrzebują naszej pomocy. Ludzie którzy tam mieszkają wiedzą, że nie ma nic za darmo. Pracują na polach i pomagają Siostrom Boromeuszkom w zamian za rzeczy i jedzenie, które dają im Siostry. 

Kliknij, przeczytaj i pomóż afrykańskim mamom!

Pozdrawiam Was serdecznie,

~Paulina
Ps. Zdjęcia oczywiście pochodzą z Google Grafika :)

10 sierpnia 2013

Ziaja bloker - regulator pocenia


Chęć zakupu blokera od Ziaji chodziła za mną już dłuższy czas i w końcu się stało. Kupiłam i dalej było tak...
Naiwna myślałam ( a może miałam nadzieje), że zadziała od pierwszego użycia. Nie wiem skąd mi się to wzięło, przecież wiadomo, że na efekty trzeba poczekać. Poczekałam i się doczekałam. Przez pierwsze 2-3 użycia nie było widać efektów, ale za każdym kolejnym było coraz lepiej.
Teraz mogę z cała odpowiedzialnością powiedzieć, że ten anty-perspirant naprawdę blokuje pocenie. Choć oczywiście cudów się nie spodziewajcie w tak upalne dni jak te ostatnie( ale i tak działa bardoz dobrze). W takie dni z każdego leje się jak z cebra i nawet najlepszy bloker nie pomoże ;). Ale w dni z 'normalną' letnią i nie letnia temperaturą sprawdza się świetnie. 
Nie będę się więc dziś rozpisywać, powiem tylko szybko o wadach i zaletach, co rzuci wam trochę światła na ten produkt. 

Jeszcze jedno, o mało bym zapomniała - bloker stosuje się NA NOC! Nakłada się go przez pierwsze 2-3 dni, pod rząd, przed snem, na czystą i suchą skórę, pozostawia do wyschnięcia. Potem używa sie go już tylko 1-2 razy w tygodniu.


Wiem, że w tej serii Ziaji są również dostępne anty-perspiranty w kremie - Activ, Sensitiv i Soft. Czy któraś z Was miała z nimi do czynienia? Co powiecie? :)


ZALETY:
+ blokuje pocenie, naprawdę!
+ bezzapachowy
+ się zdziwiłam, ale nie zostawia plam na ubraniach
+ cena ( ja kupiłam za 6.99 / 60ml) 

WADY:
- dość długo utrzymuje się na skórze po użyciu, co jest dość kłopotliwe, ale można mieć wymówkę do poleżenia wieczorem przed telewizorem  :)

Z czystym sumieniem POLECAM! - 6!

~Anku

09 sierpnia 2013

Antybakteryjny żel do rąk CLEAN HANDS

Jestem osobą, która maniakalnie wręcz myje ręce dlatego będąc w okolicach zimy w Rossmannie natknęłam się na antybakteryjny żel do rąk, który działa bez użycia wody. Ja akurat posiadam miniaturę żelu - chciałam kupić "na spróbowanie" bo nie wiedziałam jakie będą moje odczucia. A są całkiem pozytywne :)
Sami wiecie, że nie zawsze mamy możliwość umycia rąk. Taki żel jest świetnym rozwiązaniem podczas długiej podróży, pobycie w miejscu publicznym albo o zgrozo publicznej toalecie, gdzie wiadomo warunki sanitarne są jakie są. Ten żel towarzyszył mi na studiach leżąc w torbie lub plecaku. Generalnie zawsze miałam go pod ręką. Zajęcia kończyłam o różnych porach, jadłam także w różnym czasie, czasami w drodze na przystanek, więc mając mając go przy sobie byłam pewna że nie pakuję sobie do ust masy bakterii. Generalnie ten produkt sprawdził się w moich "warunkach ekstremalnych"  :) jak dla mnie jest świetnym rozwiązaniem, kiedy nie mam pod ręką bieżącej wody i mydła.

Jak pisałam wyżej żel kupiłam dosyć dawno. I wiecie co? Pomimo bardzo intensywnego używania mam go nadal i co więcej całkiem sporo go zostało.  Żel jest mega wydajny. Wystarczy naprawdę kropla aby oczyścić ręce. Sam żel jest przezroczysty i po nałożeniu go, sprawia wrażenie roztapiania się. Na początku wcierania w dłonie czułam przyjemny chłodek i wydaje mi się, że odczuwałam go dzięki alkoholowi, który znajduje się na pierwszym miejscu w składzie. Trudno się dziwić, skoro jest to produkt, który ma odkażać. Oprócz alkoholu żel zawiera wyciąg z aloesu i prowitaminę B5, które chronią przed wysuszeniem skóry oraz ją pielęgnują. Tak ogólnie to jestem z niego zadowolona, jak napisałam wcześniej, sprawdził się w różnych miejscach i warunkach ale nie byłabym sobą gdybym miała jakieś "ale". Jedyne co mi w nim przeszkadza to zapach, a raczej jakby dwa zapachy.
Pierwszy rozchodzi się przy aplikacji. I jest to zapach rozlanego spirytusu. Dlatego pomimo wielokrotnej chęci użycia go w komunikacji miejskiej byłam skrępowana bo przy nakładaniu żelu nieprzyjemnie pachniało. Drugi zapach, który można wyczuć to zapach świeżości , jakby cytrusowy, ogólnie trudny dla mnie do określenia ale w moim odczuciu trochę dla mnie za mdły, jednak można wytrzymać.

Podsumowując: żel się u mnie sprawdził. Jak wykorzystam miniaturę (30 ml) to kupię pełnowymiarowy produkt. Chociaż mniejsza wersja żelu ma swoje plusy bo zajmuje mało miejsca ;) Po raz kolejny powtarzam antybakteryjny żel jest świetnym rozwiązaniem. Na rynku jest spory wybór takich produktów i uważam, że każdy, a szczególnie ten kto posiada małe dzieci, powinien być zaopatrzony w taką małą antybakteryjną pomoc w żelu :).

Poniżej macie zdjęcie "rodziny" mojego żelu. Jak widać występuje w różnych gabarytach (źródło obrazka - Google Grafika).
Zalet i wad chyba nie muszę przedstawiać, ale tradycyjnie je podsumuję w jednym miejscu :)

Zalety:
+ Po użyciu mam wrażenie świeżości
+ Odkaża ręce
+ Świetny w warunkach polowych
+ Małe opakowanie mieści się w każdej torebce a nawet i kieszeni
+ Zawiera wyciąg z aloesu i prowitaminę B5
+ Cena - nie wspomniałam o niej w poście bo nie pamiętam ile za niego zapłaciłam ale kojarzę, że nie za dużo :)

Wady:
- Mi akurat przeszkadza jego zapach

Moja ocena: 5.

A czy wy używacie żeli antybakteryjnych? Jakie firmy polecacie? Piszcie proszę w komentarzach :)
________________________________________

Jeszcze pokażę Wam mój precious, który kupiłam wczoraj w Biedronce. Złamałam swoje postanowienie, że nie będę się zbliżała do sklepów i półek z kosmetykami. Ehhh te postanowienia xD Chociaż w sumie warto było, bo pachnie super xD
________________________________________

Ściskam słonecznie,
~Paulina

Ps. Kto jeszcze nie czytał mojego wcześniejszego postu o fajnej akcji, w której KAŻDY może wziąć udział, to zachęcam: ADOPCJA SERCA - MAMY DLA MAM

07 sierpnia 2013

Cienie KOBO i truskawkowy makijaż :)

Wyprzedzając wszystkich życzliwych anonimowych komentujących: na zdjęciach widnieje błędna nazwa ponieważ wkradła się literówka, którą zauważyłam dopiero teraz.
Dziś przedstawię Wam 9 prasowanych cieni KOBO, które bardzo lubię. Pozwalają mi ożywić makijaż dzienny oraz urozmaicić wieczorowy. 
Ich wielką zaletą jest to, że długo utrzymują się na skórze (bez bazy). Wszystkie są dobrze napigmentowane, mają wyraźny kolor (wyjątkami są Bublegum Pink nr 111 i Golden Olive nr 126 ale raczej wynika to z tego, że są bardzo jasne). Cienie dostępne są w drogeriach Natura. Moim zdaniem to wielki minus dla firmy, bo produkty mają super ale dostępne właśnie tylko w Naturze i jak przeczytałam na innych blogach w Super Pharm i Hebe.
Jak można zauważyć są one przeznaczone do magnetycznych paletek ale same w sobie nie są namagnesowane. Na stronie producenta przeczytałam, że są to zapasy do komponowania swoich własnych paletek. Ja nie posiadam magnetycznej palety, może kiedyś się takiej dorobię, może kupię albo zrobię sama, więc trzymam je na razie w pudełku z innymi cieniami i jest ok. :) Jak mi jakiś potrzeba to go po prostu wyjmuję i używam. Ogólnie to raczej je oceniam jako warte posiadania i używania. Moim zdaniem, ich kolejnym wielkim plusem jest to, że nie zawierają świecących drobinek. No wyjątkami są tutaj Golden Olive i Steel Blue, które drobinki posiadają, ale nie są one strasznie natrętne. Ceny nie pamiętam, więc podaję taką jaka widnieje na stronie producenta: zwykłe opakowanie kosztuje 17,99 zapas 13,99 za pojedynczy cień. Z tego co pamiętam moja siostra kupiła je w promocji za niewielkie pieniądze. Oczywiście to nie sa wszystkie odcienie, jest ich znacznie więcej :) A jakie jeszcze są do wyboru zobaczycie klikając tutaj. Wiem jedno: na pewno sobie jeszcze jakieś sprawię :)
Poniżej przedstawiam Wam każdy cień oddzielnie oraz na samym końcu mój niedzielny makijaż inspirowany koktajlem truskawkowym :)

Zalety:
+ Ładne, żywe kolory
+ Łatwe w aplikacji
+ Długotrwałe
+ Nie rozmazują się

Wady:
- Jako takich nie zauważyłam oprócz dostępności

Moja ocena: 5 ponieważ dobrze się spisują ale cały czas się ich "uczę" :)


 








Tak wyglądają roztarte na ręce. Jak widzicie jest literówka za co serdecznie przepraszam ;) A kolory? PIĘKNE są!
Inspirowałam się:


A oto mój makijaż :) Nie jest idealny, ale jeszcze się uczę. Bądźcie wyrozumiali. Powiedzcie czy się podoba czy nie :) Moim zdaniem jest delikatny i dziewczęcy, mimo czerwieni ;) Ale co tam moje zdanie, tutaj liczy się Wasze! :D




Kosmetyki, które użyłam:

Twarz: podkład Maybelline New Affinitone 18 natural rose, róż Ingrid Sun Set nr 10. Oczy: Rimmel Extreme Definition nr 003, Vipera Ikebana nr 261, Kobo Bubblegum Pink nr 111, Kobo Papaya Shake nr 106, Essence Into the Wild nr 01, Kobo Wild Strawberry nr 108, tusz Oriflame veryme Fat Lash Black Out Mascara. Usta: Oriflame veryme Sweet Plum.

Co sądzicie? Piszcie w komentarzach :)
Ściskam!
~Paulina

Ps. Kto jeszcze nie czytał mojego wcześniejszego postu o fajnej akcji, w której KAŻDY może wziąć udział, to zachęcam: ADOPCJA SERCA - MAMY DLA MAM

06 sierpnia 2013

Adopcja serca - MAMY DLA MAM

Ten post jest całkiem inny niż wszystkie posty na naszym blogu. Jest to post wyjątkowy. A dlaczego? Zaraz wszystko wyjaśnię. 
Jak wiecie Afryka to nie tylko dzikie zwierzęta, piękno sawanny i buszu i takie widoki jak na zdjęciu powyżej, ale także kontynent wielu potrzeb. Ludzie stamtąd są biedni, żyją w skrajnej nędzy bez nadziei na to, że ich los się polepszy. Do krajów afrykańskich wyjechało wielu misjonarzy i wolontariuszy z całego świata, także z Polski, aby nieść pomoc, miłość i nadzieję. Jednym z takich państw jest Zambia, gdzie działa zgromadzenie Sióstr Boromeuszek Mikołowskich. Zgromadzenie  rozpoczęło swoja misję w 1978 r. i dalej działa. Siostry niosą przede wszystkim pomoc medyczną, która obejmuje wielki obszar. Oprócz szpitala Siostry prowadzą ogród, gdzie uprawiane są warzywa, których nasiona przesyłają ludzie z całego świata. Lista potrzeb jest bardzo duża, każda, nawet mała pomoc to kropla w morzu. Zambia jest także jednym z państw afrykańskich, gdzie jest najwięcej sierot. Kobiety umierają w skutek zakażenia macicy tj. w połogu. Brakuje tam środków czystości itp. rzeczy. Wiecie, ze kupienie tam zwykłych podpasek graniczy z cudem a nawet jak się jakieś znajdą to są strasznie drogie?  Dlatego chciałabym przedstawić Wam akcję, którą możecie przeprowadzić w swojej rodzinie, okolicy, mieście, osiedlu, parafii, dzielnicy, bloku itd. 

Ja wiem, że niektórzy mogą powiedzieć "po co pomagać afrykańskim kobietom, skoro u nas w Polsce też są dziewczyny, którym trzeba pomagać?". Owszem są. Ale ale afrykańskie kobiety bardzo potrzebują naszego wsparcia. Pokażmy kobiecą solidarność!

Moja znajoma powiedziała mi o akcji, którą przeprowadza wśród swoich znajomych i w rodzinie. Akcja nosi tytuł "Mamy dla Mam". Ja jeszcze mamą nie jestem i prędko nie będę, ale jestem kobietą i z chęcią włączyłam się do akcji.
Jak wspomniałam wcześniej w Afryce są trudno dostępne środki czystości i artykuły codziennej higieny. Kto jest mamą wie, że po urodzeniu dziecka kobieta ma w sobie jedną wielką ranę i żeby uniknąć bolesnej infekcji albo gorzej - śmierci w jej wyniku, trzeba o nią zadbać w odpowiedni sposób, używając podkładów poporodowych. Kobiety w Zambii nie mają szansy zadbać o higienę na co dzień a co dopiero po urodzeniu dziecka. Aby im tę szansę stworzyć Siostry Boromeuszki stworzyły program "Mamy dla Mam", który trwa już od 3 lat. Program polega na pomocy polskich mam pomagających mamom afrykańskim, które przychodzą rodzić w Szpitalu św. Łukasza (szpital, w którym pracują Siostry). Pomoc ta polega na wysyłaniu dziecięcych ubranek, kocyków, a także podkładów poporodowych. Tych ostatnich potrzeba aż 600 opakowań na rok, aby można było zapewnić każdej mamie choć jedną paczkę. A paczka 10 podkładów kosztuje niecałe 3 zł. Słuchajcie to naprawdę niewiele, jeśli zbierzemy od każdego po tej kwocie. Dlatego zachęcam wszystkich i dziewczyny i chłopaków i starych i młodych bardzo serdecznie do zebrania np. od 50 osób po te 3 zł. Kwota jest niewielka dla pojedynczej osoby ale jest to niewątpliwie bardzo dobry uczynek. Razem można więcej! I uwierzcie mi, że opłaca się kupić takie rzeczy w Polsce i wysłać do Afryki. 

Każdy kto chciałby pomóc proszony jest o wysyłanie podkładów ginekologicznych (np. podkłady Absorgyn dostępne w sklepie internetowym „Bliżej ciebie” już od 2,65 zł za paczkę) bezpośrednio na adres Szpitala:

St. Luke’s Mission Hospital
Mpanshya
P.O. Box 32789 Lusaka
Zambia
Centr. Afryka

Tutaj macie link do sklepu internetowego:

Oprócz tego można wspomóc afrykańskie dzieci. Chyba każdy słyszał o adopcji serca. Można zrobić paczkę i wysłać ją indywidualnie albo grupowo konkretnemu dziecku albo ogólnie ludziom. Można zaadoptować dziecko, studenta a nawet seniora. Liczy się każda pomoc. Siostry wiedzą co komu jest potrzebne. I uwierzcie mi: Ci ludzie są na prawdę wdzięczni za pomoc, którą otrzymują. Ich głowy się podnoszą, plecy prostują, oczy świecą a usta rozszerzają w radosnym uśmiechu. Zaczynają widzieć życie w lepszych barwach. Dla nas to może być nic ale dla nich to dawanie nadziei. 
Dlatego serdecznie zapraszam Was do zorganizowania akcji zbierania pieniążków na podkłady albo jeśli mielibyście chęć na ubranka itp. rzeczy. Dla jednej osoby to może być dużo ale dla wielu już nie :)

Tutaj podaję linki do strony Adopcji serca oraz fan page na Facebooku. Tam dowiecie się więcej :)


Adopcja Serca - klik
Adopcja Serca na Facebooku - klik

Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz zachęcam do zorganizowania takiej akcji u siebie albo chociaż rozgłoszenia jej.

~Paulina