28 października 2013

Ratunek dla paznokci z Nail Boost Advanced ORIFLAME

Jakiś czas temu pisałam Wam, że poddałam się paznokciowej kuracji, która miała pomóc mi w odbudowaniu płytki moich od lat obgryzanych paznokci. W odniesieniu sukcesu - a mogę o takim mówić - pomógł mi preparat stymulujący wzrost paznokci i wzmacniający je balsam.
Preparat stymulujący wzrost paznokci to galaretowaty żel, który według opisu producenta  ma formułę wzbogaconą ekstraktami z kiwi i żywicy elemi oraz unikalną mieszanką witamin A, C i E, które stymulują wzrastanie paznokci i odżywiają kruche i wysuszone płytki paznokciowe. Nie wiem czy kiedykolwiek widzieliście paznokcie (a raczej to co z nich zostało) osoby, która je obgryza. Mogę Was zapewnić, że nie jest o ciekawy widok. Paznokcie są miękkie, łatwo je złamać a nawet mechanicznie urwać. Oprócz tego skórki są popękane i zadarte a przy tym bardzo bolesne. Generalnie nie jest to przyjemne i w odczuciu i w oglądaniu. Tego preparatu używam kilka razy dziennie od jakiegoś miesiąca i muszę Was zapewnić, że widzę znaczne różnice. Chociażby takie, że płytka paznokcia się odbudowała, jest twardsza a sam paznokieć jakby szybciej rośnie. O tym świadczy chociażby taki fakt, że już kilka razy je obcinałam i piłowałam. Można powiedzieć, że paznokcie po raz drugi stały się moją nową obsesją. Przyjmijmy, że pierwszym razem była obsesja ich obgryzania. Teraz śmiało chwalę się moimi "nowymi" paznokciami. To mnie motywuje do tego aby o nie dbać i oczywiście nie obgryzać. Cóż, każdy ma swoje sposoby na obgryzanie. Mi nie pomagał ani słynny "Gorzki paluszek" ani przyklejanie tipsów tudzież paznokci żelowych, noszenie rękawiczek itp. Na mnie działa pokazywanie wszystkim dotychczasowego efektu. 
Żel zawiera białe kuleczki (wydaje mi się, że są to witaminy), które rozpuszczają się przy nakładaniu. Oprócz tego jest bardzo wydajny (używam go intensywnie a nie zużyłam nawet połowy). Bardzo ładnie pachnie (nie śmierdzi tak jak lakiery) - jak na mój nos jest to zapach owoców z jakąś domieszką. Jeśli chodzi o wchłanianie to bywa różnie. Już wyjaśniam dlaczego. Przede wszystkim: jest to preparat zmywalny. Więc jeśli moczymy ręce musimy nałożyć go na nowo. Na początku stosowania wsiąkał w moje paznokcie jak w gąbkę - widocznie bardzo tego potrzebowały. Po odczuwalnym wzmocnieniu i utwardzeniu wchłaniają go gorzej ale nic nie stoi na przeszkodzie aby wmasować nadmiar w płytkę. I tak właśnie robię i jestem z niego szalenie zadowolona :)
Drugim preparatem, który uratował moje paznokcie od zagłady jest balsam wzmacniający. Z wyglądu przypomina raczej balsam do ust niż paznokci, ale niech nie zmyli Was jego niepozorny wygląd! Aplikuje się go bardzo prosto -  smaruję balsamem paznokieć po czym wmasowuję go (balsam) aż do wchłonięcia. Konsystencję ma masłowatą a jego formuła zawiera kojący rumianek, odżywcze awokado, masło shea i prowitaminę B5 co daje niezłego kopa witaminowego i skórkom i paznokciom. Bardzo często go nakładam w drodze na uczelnię i przed snem. Ma bardzo miły zapach. Balsam wzmocnił nie tylko moje paznokcie ale także skórki, które są ładne i nie zadzierają się. 
Ja wiem, że wiele osób nie rozumie jak można obgryzać paznokcie. No ja też nie wiem dlaczego. Obgryzałam odkąd pamiętam. Można powiedzieć, że to swego rodzaju nałóg, z którego trudno wyjść. Nie wstydzę się przyznać, że moje palce u rąk nie są tak reprezentatywne jak u niektórych z Was, ale uwierzcie mi, że nie było mi łatwo wziąć się za to i osiągnąć taki efekt (poniżej można podziwiać). Ale wydaje mi się, że jest dobrze, moje palce nie straszą, więc trzeba się tylko cieszyć i dążyć do tego żeby paznokcie były długie, ładne, równe no i oczywiście nieobgryzione!
Efekty:
Paznokcie ładne, twarde i zdecydowanie szybciej rosnące. Skórki - miękkie i niepodrażnione. Polecam! Może wygląd moich paznokci nie jest idealny ale jest o wiele lepszy niż był wcześniej, uwierzcie mi ;)

Cena:
Moim zdaniem warto zainwestować 47 zł (23 zł preparat stymulujący wzrost, 24 zł balsam wzmacniający) w piękne i mocne paznokcie.

Moja ocena 6!!!

A Wy jak dbacie o swoje paznokcie? Piszcie jak zawsze w komentarzach! :)

Pozdrawiam,

27 października 2013

Wodoodporny The Rocket Volume Express

Przedstawię Wam dziś pokrótce o wyżej wymienionym tuszu firmy MAYBELLINE - The Rocket Volum Express Waterproof. Był to zakup już oddalony trochę w czasie, bo przed wakacjami. Przygotowywałam się do sezonu kąpieli na świeżym powietrzu i poszukiwałam właśnie wodoodpornego tuszu do rzęs, choć nigdy nie chciało mi się wierzyć, że którykolwiek naprawdę przetrwa wodne kąpiele. 
Jest to mój pierwszy taki tusz i nie porównując go do innych powiem po prostu, że jest świetny. Utrzymywał się na moich rzęsach pomimo "pełnego zanurzenia" a nawet tarcia rękami. 
Przydaje się też na jesienne i zimowe dni, szczególnie te z pluchą i śnieżycami, kiedy niemalże na 100% połowa tuszu wyląduje na naszych policzkach.  
Jedyną wadą jaką znajduje (ale podejrzewam ma tak każdy tusz wodoodporny, no bo musi się mocno trzymać) jest oporny na późniejsze próby usunięcia go z rzęs. Ale znalazłam na to sposób - najpierw nakładam cieniutką warstwę zwykłego tuszu, a potem wodoodporny. Działanie pozostaje takie samo a zmywa się DUŻO lepiej. :)







ZALETY:
+ bardzo trudno usuwalny z rzęs przy pomocy wody wszelakiego pochodzenia
+ świetne opakowanie (pod względem estetyki)
+ świetna szczoteczka, którą łatwo i równomiernie aplikuje się tusz

WADY:
-bardzo trudno usuwalny z rzęs przy demakijażu

Koniec końców - 5,5 / 6.






~Anku


24 października 2013

Testuje z Malina - AVA labolatorium - maseczka z ekstraktem z pomidora

Jakiś czas temu zostałam wybrana do testowania maseczek AVA. Kilka dni później do moich drzwi zapukał Pan Listonosz, który przyniósł mi 6 różnych maseczkowych saszetek oraz 100 ml tubkę maski enzymatycznej. Do paczki dołączone były ulotki oraz przemiły liścik od firmy. Dziś chciałabym przedstawić Wam Maseczkę z ekstraktem z pomidora.



Od producenta:
Skład:
Cena:
3.20 zł/7 ml
Moja opinia:
Opakowanie: Schludna saszetka koloru cielistego,  mieszcząca 7 ml produktu. Niewątpliwie interesuje wizerunkiem pomidorów u dołu. (1/1 pkt)
Konsystencja/kolor: Maseczka ma konsystencję białego, gęstego żelowego kremu. Nie ma problemu z aplikacją. Jako że wszystkie maseczki nakładam pędzlem i zwykle nie mam z tym problemów, w przypadku tej także ich nie miałam. (1/1 pkt)
Zapach: Bardzo przyjemny, jakby kwiatowy na pewno nie chemiczny. Towarzyszy przez cały czas trzymania maski na skórze jednocześnie go umilając. (1/1 pkt)
Pojemność/wydajność: Jak wspomniałam wyżej saszetka zawiera 7 ml. Spokojnie wystarcza na zaaplikowanie grubej warstwy produktu na całą twarz. (1/1 pkt)
Działanie: Maseczkę nakładałam na wysuszoną słońcem skórę (smaruję się olejkiem arganowym, ostatnio kilka dni było słonecznych, więc nabrałam rumieńców). W miarę szybko się wchłonęła. Nadmiar ściągnęłam płatkiem kosmetycznym, dodatkowo wmasowałam i poszłam spać. Na drugi dzień po umyciu twarzy widać było znaczne efekty. Moja skóra była miękka i gładka. Nie było śladu po  zaczerwienieniach a wysuszone policzki były jędrne. Jednak maska ta ma dla mnie mały minus: po nałożeniu piekły mnie oczy. Co prawda nie piekły długo i nie podrażniły się, jednakże w tej masce jest coś, co im przeszkadzało ale z czasem się ulotniło/utleniło. (5,5/6 pkt)
Podsumowanie: Według mnie maska warta zakupu. Znakomicie odświeżyła i odżywiła skórę. I nie jest to efekt kilku godzinny! Moja buzia wchłonęła wszystkie jej składniki jak gąbka wodę. Warto też zwrócić uwagę na to, że jest to produkt POLSKI i NIE TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH!

Czy kupię ponownie?
TAK

Ocena: 
9,5/10 pkt

Ps. Maseczki firmy laboratorium AVA zakupić można na stronie internetowej producenta

Pozdrawiam i jednocześnie przepraszam (bo przecież miałam pisać częściej!),
Paulina ;)

18 października 2013

Zmiekczajace Platki Truskawkowe PRRETI

  Witajcie :)
Dziś będzie notka super krótka, bo właściwie nie ma o czym pisać.
Jakiś czas temu zakupiłam w cudownej sieci sklepów Biedronka te oto truskawkowe, zmiękczające płatki na oczy firmy Prreti. Skusiła mnie oczywiście forma w jakiej to wszystko jest nam podane, te truskaweczki :3, no i to, że nigdy jeszcze nie spotkałam i nie próbowałam czegoś takiego jak płatki na oczy. 
Wydaje się jednak, że chyba miałam zbyt wygórowane mniemanie o nich albo po prostu nie działają. Bo nie zauważyłam absolutnie żadnej zmiany jeśli chodzi o skórę wokół oczu, a stosowałam je już ze 3 razy ( na inne partie twarzy też).
I tutaj notka się raczej kończy, zostają tylko szybko zalety i wady, niezbyt długie. 
Polecam jedynie jako wymówkę do 15-minutowego odpoczynku. Kładziesz na oczy i ktokolwiek, cokolwiek by chciał - "Nie mogę, relaksuje się" ;)
Cena to 7 zł za 10 płatków.




ZALETY:
+ wyglądają obłędnie
+ NIE testowane na zwierzętach

WADY:
- nie pachną zbyt przyjemnie, przynajmniej pro me
- nie zauważam poprawy kondycji skóry
- konsystencja płatków, a raczej tego w czym są umoczone bo są dość oślizgłe 






Ocena jaką otrzymują to 2

~Anku

15 października 2013

Maska regenerujaca ZIAJA

Kiedy Twoja twarz jest szara i bez wyrazu, skóra w niezbyt dobrej kondycji, warto wspomóc ją maseczką. Ale jaką? Na przeciw tym problemom wychodzi firma Ziaja, która ma w ofercie m.in. maskę o której dziś będzie mowa. Maseczka ta, nie tylko zregeneruje Twój ledwo żywy naskórek, ale go także odżywi i wygładzi. Wszystkie te rewelacje dzieją się dzięki jej poszczególnym składnikom.
Maseczka jest brązowa (jednak tylko z nazwy) bo zawiera brązową glinkę.Według zapewnień producenta jest ona surowcem naturalnym z grupy minerałów ilastych oraz źródłem mikroelementów, które to nasza skóra wciąga jak gąbka. Są nimi: krzem (50%), glin (15%), żelazo (6%), wapń (4%), potas (3%) i magnez (2%) - wszystkie procenty w nawiasach są przybliżonymi proporcjami.
 Kolejnym składnikiem jest olej Canola, który bogaty w fitoserole, tokoferole oraz kwasy tłuszczowe ma za zadanie przyspieszyć regenerację skóry. W tym pomaga mu inny składnik maski a raczej składniki a są nimi...

...glicerydy kokosowe. Wydaje mi się, że są one odpowiedzialne m.in. za słodkawy, lekko kokosowy zapach maseczki. Są także źródłem NNKT - Niezbędnymi Nienasyconymi Kwasami Tłuszczowymi, które są bogate w kwasy omega 3 i 6, przez co chronią warstwę lipidową skóry. Regeneracją podrażnionego naskórka zajmuje się prowitamina B5.
A proteiny zawarte w słodkich migdałach działają liftingująco. Skóra nie wiotczeje i jej struktura się wzmacnia. W tym pomaga także witamina E, która neutralizuje wolne rodniki przyspieszające starzenie się skóry.
Mi ta maseczka bardzo przypasowała. Często i chętnie po nią sięgam. Nie zastyga na skorupę, świetnie się rozprowadza. Jej zapach jest naprawdę przyjemny i jak wspomniałam wyżej pachnie lekko kokosowo. Skóra jest wygładzona, zaczerwienienia zmniejszone albo w ogóle ich nie ma. Nie zapycha porów i jest moim zdaniem świetnym kosmetykiem odświeżającym twarz, przy czym tanim jak barszcz. Polecam gorąco!

Z resztą Ziaja ma w swojej ofercie wiele masek, które moim zdaniem zainteresują każdego :) Miałyście którąś z nich? Piszcie proszę w komentarzach! :)
Źródło: Google Grafika
Pozdrawiam maseczkowo,
Paulina.

Ps. Powiedzcie mi proszę który z podanych niżej kosmetyków mam zrecenzować - to ma mnie zmobilizować do częstszego pisania ;) Głosy zostawcie proszę w komentarzach. Oprócz tego zachęcam Was do pozostawiania swoich wizytówek w zakładce "Wejdź i pozostaw po sobie ślad

A oto lista produktów, z których mam napisać recenzję:

  • cienie do powiek Maybelline 51 Savanna Green
  • paletka cieni Sleek V1
  • Jedwab w płynie Marion
  • cienie do powiek Pierre Rene
  • szampon i maseczka do włosów Argan Oil Joanna
  • płyn micelarny z tańczącymi drobinkami Lirene 

Buziaki!

12 października 2013

Krem do depilacji Bielenda

Jako, że ostatnio wybierałam się na kolejne rodzinne wesele postanowiłam wreszcie ( a myślałam już o tym przed kilkoma innymi weselami), że tka to kolokwialnie ujmę - zgolić wąsik ^^
Zaczęłam oczywiście od wyprawy do sklepu kosmetycznego, po drodze przemyśliwując jaką formę obierze ta moja depilacja. Stanęło na kremie, bo to taka łagodniejsza forma od depilacji paskami z woskiem. Tutaj pojawiło się pytanie - ale który wybrać? Postawiłam na moja kobieca intuicje i wybrałam Krem do depilacji Vanity firmy BIELENDA
Było wiele różnych rodzajów, ja zdecydowałam się na krem z aloesem do skóry wrażliwej bo przezorny zawsze ubezpieczony. :) 
Cena to jakieś 7-8 zł/100 ml. W zestawie otrzymujemy właśnie tubkę kremu 100 ml oraz różową szpatułkę do nakładania. A propos szpatułki to o ile w nadaje się do nakładania kremu na twarz(dokładniej pod nos) to niezbyt dobrze aplikuje się nią krem na nogi bo zwyczajnie trwa to strasznie długo - zanim uwiniesz się z całą nogą (poczynając powiedzmy od dołu aż po górę) to dół trzeba za chwilę zmywać :D.
Tutaj zaczyna się wywód o samym kremie.
Podstawa - śmierdzi - ale tak ma o zgrozo każdy krem do depilacji. Jakby nie mogli zrobić takiego o zapachu jaśminu ^^. 
Jeśli chodzi o efekty depilacji wąsika zobaczycie je obok na zdjęciu. Niestety z całego tego weselnego zamieszania nie pomyślałam o tym, żeby zrobić zdjęcie przed. :/ W każdym razie teraz jest gładziutko :)
No właśnie - jeśli rzecz rozchodzi się o "wąsik" sprawa jest łatwa, prosta i przyjemna i wszystkie włoski znikają, jeśli natomiast chodzi o depilacje nóg czy okolic intymnych (choć tam nie próbowałam, ale podejrzewam, że byłoby podobnie) to mówię to z żalem, ale nie radzi sobie. Owszem większość włosków znika, ale sporo, naprawdę sporo zostaje i nawet przy mocniejszym pociągnięciu szpatułką nie chcą wyjść.
Generalnie tak : na wąsik - POLECAM, na nogi i resztę - NIE. :)


Zalety:
- super ekspresowy - 5 minutek i po sprawie ( jeśli chodzi o twarz) 
- ma przyjemną konsystencję, 
- łatwo się aplikuje
- przystepna cena

Wady:
- niestety nie radzi sobie z grubszymi włoskami na nogach, 

Moja ocena - mocne 5

Uszanownko
~Anku

10 października 2013

Z domowej apteczki: MALINA

Źródło:  mowimyjak.pl
 Dawno nie było notki z tej serii. A ponieważ jest to 99 notka na blogu a moja 50 to niech ona będzie coś ze sobą niosła. Korzystając z tego, że mamy jesień i wielkimi krokami zmierzają do nas zimowe dni przybliżę Wam nieco dlaczego warto robić przetwory z malin.

O leczniczych właściwościach malin wiadomo nie od dziś. Sokiem dodanym do gorącej herbaty na pewno leczyły Was Wasze mamy lub babcie. Dlaczego akurat malinowym? Odpowiedź jest bardzo prosta. Owoce maliny zawierają olejek lotny, związki pektynowe, cukry, kwasy organiczne, witaminy grupy B i witaminę C. Bogaty zbiór, prawda? Przetwory z tych owoców działają przede wszystkim, rozgrzewająco, napotnie i ściągająco. Owoce malin warto stosować przy chorobach przeziębieniowych takich jak grypa i angina.  Dlatego gdy czujesz, że czepia się ciebie jakieś choróbsko łap za sok lub konfiturę z malin! Ale, ale... nie wiem czy wiecie, że właściwości lecznicze mają także malinowe liście? Napary z liści malin stosuje się w mieszkankach z innymi ziołami przy nieżytach żołądka i jelit, biegunkach u dzieci i osób starszych czy zaburzeniach trawienia.
Źródło: Google Grafika
Sposób na domową herbatkę malinową:
Przejrzałe maliny rozkładamy pojedynczą warstwą i suszymy, najlepiej w piecykach. Gdy surowiec będzie dobrze wysuszony przesypujemy do szczelnego opakowania, np. słoika. Herbatkę parzymy w taki sposób: 2 łyżki owoców zalewamy szklanką wrzątku, trzymamy pod przykryciem ok.15 minut w stanie łagodnego wrzenia. Aby odwar miał lepsze właściwości możemy dodać łyżkę miodu (o jego właściwościach pisałam tutaj). 

Oczywiście pełnoletni mogą się "leczyć" domową nalewką malinową. Jak znajdę przepis to dodam ;)

Polecam link:

Oprócz tego polecam Wam lekturę innych moich notek z serii Domowa Apteczka :)

A Wy robicie przetwory z malin? Jakie najczęściej? Odpowiedzi zostawiajcie jak zawsze, w komentarzach :)

Aaa zapomniałabym! Przyszła do mnie przesyłka z Testmetoo. Produkt który dostałam do testowania to płyn micelarny z tańczącymi drobinkami Lirene. Spodziewajcie się recenzji w  najbliższym czasie :) Jeśli chcecie dołączyć do grona testerów Testmetoo możecie klinkąć w poniższy link lub w "chcę dołączyć" w banerze po lewej stronie naszego bloga. Serdecznie zapraszam! Trzeba trochę poczekać ale wydaje mi się, że się opłaca ;)


Pozdrawiam malinowo, Paulina :)

09 października 2013

WYNIKI ROZDANIA!!!

Witajcie serdecznie! 

Nadszedł ten dzień, kiedy wszystkie zgłoszenia zostały posprawdzane a chętni i głosy policzone. Czas więc ogłosić zwycięzcę! Ale! Najpierw chciałyśmy Wam serdecznie podziękować. Za to, że jesteście, za to, ze dzięki temu rozdaniu odwiedziłyśmy masę interesujących blogów, za wszystkie miłe komentarze zostawiane pod naszymi notkami. Co prawda rozdanie przewidziało jedną nagrodę to się nie martwcie. Wkrótce będzie następne bo Paulina szykuje coś z okazji swoich 21 urodzin ;). 

Trochę danych:
Mówiąc szczerze nie spodziewałyśmy się aż tylu zgłoszeń! A było ich aż 86. 5 osób niestety nie spełniło warunków postawionych w regulaminie, ale niech się nie martwią przy następnym rozdaniu będą miały większe szanse. Po podliczeniu okazało się, że mamy 251 losów to bardzo cieszy :) Oprócz tego wzrosła nam liczba obserwatorów. Zauważyłyśmy tutaj jedną rzecz. Zapomniałyście nas dodać do obserwowanych! Oczywiście nie wszyscy ale sporo takich zgłoszeń było. To nic. Zawsze to można nadrobić ;) Wzrosło nam także grono najaktywniejszych komentatorek. Dziękujemy serdecznie!

Ok, czas ogłosić szczęśliwy numer, który wygrał naszą pakę!

Numer 60! A należy on do...


 Kasiu! GRATULUJEMY!! Już piszemy do Ciebie maila z prośbą o adres! 

Jak wspomniałyśmy wyżej wyglądajcie kolejnego rozdania. Mamy screeny osób nas obserwujących. Jeśli zdarzy się tak, że przestaniecie nas obserwować, my się nie obrazimy ale nie weźmiemy Was pod uwagę przy następnej takiej zabawie. 

Pozdrawiamy Was gorąco,

Anka&Paulina.

08 października 2013

Biorę udział w konkursie u Makijażowo

Z makijażem jeszcze nie idzie mi za dobrze, ale w rozdaniach lubię brać udział. Może coś uda mi się wygrać. 

Justyna z bloga Makijażowo ma świetne nagrody dla osób, które wezmą udział konkursie/rozdaniu. Więcej informacji po kliknięciu w zdjęcie :)

Pozdrawiam, Paulina.

Odżywcza maseczka na twarz, szyję i dekolt PERFECTA

Jak wspomniałam wczoraj, odkryłam, że jestem maseczkowym chomikiem. Mam masę maseczek do zużycia i ciągle kupuję nowe. Rozwiązanie znalazło się samo w postaci październikowej akcji maseczkowej organizowanej przez Malinę z Malinowego Klubu.

Dziś na tapetę wezmę odżywczą maseczkę na twarz, szyję i dekolt ze słodkimi migdałami i miodem Perfecty, przeznaczoną dla skóry suchej.


 Szyi i dekoltu jakoś nie mam w nawyku pielęgnować pod względem masek, dlatego 10 ml wystarczyło mi na 2 porządne aplikacje na twarz. Sama maseczka jest fajna, bo nie trzeba jej zmywać. Wystarczy, po pewnym czasie, wmasować nadmiar. 

Ma także bardzo dobre działanie. Kiedy nakładałam ją po raz pierwszy, miałam świeżo opaloną twarz. Przyznam, że zdarza mi się eksperymentować. Ale zazwyczaj takie eksperymenty dobrze się kończą. Podobnie było i tym razem. Maseczka ukoiła lekko podrażnioną słońcem skórę, odżywiła i nawilżyła ją, więc tym samym pozbawiła suchości. Świetnym rozwiązaniem było wmasowanie nadmiaru. Moja twarz była nawilżona do tego stopnia, że już nie potrzebowała kremu. Wszystko to, dzięki witaminom A, E, F, B5 i B6 i naturalnym aminokwasom, które energetyzują komórki. Dlatego skóra wygląda promieniście :)

Maseczkę nakładałam wieczorem, więc efekty mogłam podziwiać już rano. Skóra była wypoczęta, miękka, odżywiona. Najczęściej wysuszone partie na mej twarzy (czoło, kości policzkowe) po tym produkcie wyglądały świeżo i zdrowo i absolutnie nie były suche!

Maska ma kremową konsystencję i przyjemny, słodkawy zapach. Dosyć szybko się wchłania, nie zastyga na skorupę. Niestety nie mam zdjęć samego produktu. Dostępna jest raczej w każdym sklepie kosmetycznym. Można ją znaleźć w Rossmannie. Cena nie przekracza 2 zł. Moim zdaniem jest to bardzo dobry produkt, pod warunkiem, że odpowiednio go dopasujemy. O moim maseczkowym faux pas możecie przeczytać tutaj: KLIK.
Zalety:
+ Bardzo dobre działanie
+ Przyjemny zapach
+ Kremowa konsystencja
+ Dostępna w każdym sklepie kosmetycznym
+ W dobrej cenie
+ Skóra miękka i gładka
+ PRODUKT POLSKI I WYPRODUKOWANY W POLSCE - tak to trzeba podkreślać grubymi literami ;)

Wady:
- W moim przypadku nie zauważyłam żadnych.

A czy Wy stosowałyście jakąś z maseczek Perfecty? Piszcie proszę jak zawsze, w komentarzach :)

Pozdrawiam, Paulina.

07 października 2013

Akcja Maliny: PAŹDZIERNIK miesiącem maseczek SEZON 2

Jako, że należę do Malinowego Klubu i jestem maseczkowym chomikiem postanowiłam skorzystać z akcji Maliny o wdzięcznym tytule: Październik miesiącem maseczek SEZON 2. Każdy z uczestników akcji powinien zaprosić do niej 5 osób. Ja postanowiłam, że do akcji zaproszę wszystkich chętnych ale żeby nie przeskakiwać ani nie omijać regulaminu wytypowałam 5 dziewczyn, które są w top komentatorkach :) Ja skorzystałam z zaproszenia Maliny - pomysłodawczyni akcji :)

Także do akcji zapraszam wszystkich a w szczególności:

Żanetę Serocką - http://cytruska87.blogspot.com/
Uljettę - http://drobne-przyjemnosci.blogspot.com/
Arcy Joko - http://arcy-beauty.blogspot.com/
Madzię Gułę - http://landvanity.blogspot.com/
Katarzynę Kukulską - http://kolorowemaliny.blogspot.com/

Czas trwania: PAŹDZIERNIK 2013

Cel akcji:
- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu.

Zasady akcji:
1. Zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki.
2. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu i napisz kto Cię zaprosił.
3. Zaproś do akcji 5 osób.
4. Umieść baner w bocznym pasku z linkiem do Akcji MALINY.

A i zapomniałabym! Najpierw trzeba zostać członkiem Malinowego Klubu! :D

Pozdrawiam, Paulina.

Baza pod cienie INGRID

Jak widać na obiecankach się skończyło. Notka raz na tydzień to zdecydowanie zbyt mało. Chwilowo jesteśmy na etapie ogarniania się na uczelniach i ogarniania naszego rozdania, które zakończyło się wczoraj. Bardzo dziękujemy za liczne zgłoszenia! Dajcie nam chwilę cierpliwości :)

Mam Wam kilka nowości do pokazania, ale nie wszystkie mam sfotografowane bo teraz jestem bez aparatu, więc zdjęcia produktów pożyczam, ze strony producenta, bo z telefonu to o 4 litery potłuc. Musicie mi wybaczyć ten faux pas ;) Dziś mam dla Was recenzję bazy pod cienie INGRID. Zapraszam zatem do czytania.
Źródło: http://www.veronavpp.eu/index.php?m=product&t=20&pid=7&cid=24
Kiedy kilka lat temu, jako nastolatka, zaczęłam się malować, nie wiedziałam o istnieniu czegoś takiego jak baza pod cienie. A kiedy się już o niej dowiedziałam, to byłam średnio zainteresowana tym produktem. Ale przecież tylko krowa nie zmienia zdania :D Także więc, pewnego dnia się zainteresowałam, bo makijaż zaczęłam traktować bardziej poważnie. 

Swoje poszukiwania rozpoczęłam od postawienia wymagań dotyczących ceny, jakości i trwałości (a więc działania). I po niedługim czasie znalazłam! Bazę INGRID polecało mi już kilka osób, także nie czułam, że kupuję ją całkiem w ciemno. I po pierwszym użyciu doszłam do wniosku, że moje wcześniejsze zdanie na temat takich produktów zostało całkowicie obalone! 

Baza od INGRID jest koloru cielistego, dzięki czemu świetnie wtapia się w naturalny kolor powieki. Cienie trzymają się na niej naprawdę długo, mają lepszą pigmentację. Nie rozcierają się ani nie rolują. Kolory są jednolite, wyraźne i trwałe. Raz zdarzyło mi się uciąć sobie popołudniową drzemkę i muszę przyznać, że mój make-up na oczach ani drgnął ;) Ten fakt jedynie dowodzi, że baza jest świetna :)

Wiem, że nie wszystkie produktu tej firmy przypadają Wam do gustu, jednakże jestem niemal w 100% pewna, że będziecie zadowolone z tej bazy i osiągnie ona szczyt Waszych makijażowych wymagań. Mój osiągnęła i jestem nią zachwycona.

Baza mieści się w przezroczystym słoiczku z elegancką, czarną nakrętką z logo firmy na wierzchu. Słoiczek zaś umieszczony jest w czarnym matowym kartoniku.  Za zawartość 6.5 g z datą ważną do 2016 r zapłaciłam 8.50! - to moim zdaniem bardzo dobry zakup, wart swojej ceny. Oprócz tego baza jest bardzo wydajna i nie wydaje mi się abym ją szybko zużyła.

Producent pisze:
Dzięki lekkiej, kremowej konsystencji umożliwia równomierną, delikatną aplikację. Olejek z oliwek zapewnia nawilżenie, zaś witamina E znana z przeciwstarzeniowych właściwości doskonale wpływa na kondycję skóry. Kolory na powiekach staja się bardziej nasycone, cienie nie zbierają się w załamaniu powiek, zaś efekt spektakularnego makijażu utrzymuje się przez wiele godzin.

Zalety:
+ Wielki, ogromny plus należy się za to, że jest to produkt polski w Polsce wyprodukowany!
+ Niewątpliwie przedłuża trwałość cieni
+ Nie roluje ich
+ Bardzo wydajny
+ Tani. Nie uważam aby cena 8.50 była zbyt duża
+ Fajna konsystencja, coś w rodzaju musu/kremu
+ Zawiera olejek z oliwek i witaminę E

Wady:
- BRAK !

Skład: C11-13 Isoparaffin, Talc, PVP/Hexadecene Copolymer, Ozokerite, Mica, Isopropyl Myristate, Ethylene/VA Copolymer, Olea Europaea Oil, Phenoxyethanol (and) Methymparaben (and) Propylaparaben (and) Ethylparaben (and) Bythylparaben, Tocopheryl Acetate, Triethoxycaprylylsilane, +/- Cl 77891, Cl77492, Cl77491, Cl77499

Daję temu produktowi 6+ i POLECAM go wszystkim bardzo serdecznie!

A Wy jakich baz pod cienie używacie? Pochwalcie się w komentarzach! :)

Pozdrawiam październikowo, 
Paulina.