28 stycznia 2014

Duet, ktory pokochaly moje wlosy - czesc 2: JANTAROWY DUET FARMONY

Witajcie! Dziś druga część mojej mega wielkiej włosowej notki. Dotychczas przedstawiłam Wam rosyjskie szampon i maskę do włosów (o tym możecie przeczytać tutaj). Dziś czas na... polskie kosmetyki :)
Dziś oprócz recenzji szamponu i mgiełki wspomnę o wcierce. A może zrobię to najpierw, ale wszystko od początku: w moim mieście trudno znaleźć produkty Jantar (Farmona) słynną na całą blogosferę wcierkę znalazłam u siebie tylko w JEDNYM sklepie. I to w całkiem fajnym zestawie z szamponem i mgiełką. Zapłacilam za niego 25 zł!moim zdaniem to bardzo dobra cena za trzy produkty :) Jakiś czas zwlekałam z ich używaniem, szczególnie ze stosowaniem wcierki, którą postanowiłam zacząć stosować bliżej wiosny. Jednak skłoniłam się do niej w sobotę (25.01.2014) dzięki mojej koleżance ze studiów :). Za ok. trzy tygodnie napiszę czy w moich włosach zaszły jakieś zmiany a teraz wrócę do recenzji szamponu i mgiełki :)


O szamponie z tej serii jeszcze nigdy nie czytałam na żadnym z kosmetycznych blogów a szkoda bo mimo kilku wad zasługuje na uwagę.

Szampon z wyciągiem z bursztynu i kompleksem witamin do włosów z tendencją do przetłuszczania, ma charakterystyczną dla firmy butelkę, która jest brązowa i półprzezroczysta. Mimo 9 cm wysokości (bez korka), mieści w sobie 300 ml produktu. Ma bardzo fajny, kanciasty korek, który dzięki temu, że jest właśnie taki a nie inny, łatwo odkręcić mokrymi rękami np. pod prysznicem. Przydaje się także, gdy w opakowaniu są już resztki - wystarczy obrócić butelkę do góry dnem, postawić na korku i poczekać aż spłynie :) I jak do korka nie mam żadnych zastrzeżeń, tak to samego otworu już tak. Moim zdaniem jest zbyt duży i niewygodny. A może moje wymagania są zbyt wielkie? Nie wiem, ale po prostu źle mi się przez niego szampon wylewa, no.

No właśnie. Co się tyczy samego szamponu: ma średnio-gęstą konsystencję i jest przezroczysty. Pachnie mi męskimi perfumami, takimi odświeżająco-ostrymi. Tak samo pachną odżywka (wcierka) i mgiełka. Uznałam więc, że taki ich uroku i już. Generalnie zapach mi nie przeszkadza.  

Ma jednak dużą według mnie wadę. Mianowicie plącze włosy. O k r o p n i e  plącze włosy i jest mało wydajny, albo ja nie umiem się nim posługiwać. Bo żeby się dobrze spienił i żebym poczuła, że moje włosy są naprawdę umyte i czyste, trzeba go naprawdę dużo wylać na głowę. ALE plątanie włosów, małą wydajność i średnie pienienie mu wybaczam BO: po zastosowaniu go razem z mgiełką i wcierką nigdy w życiu nie miałam takich miękkich włosów! Nie mogłam powstrzymać się od ich dotykania. Miałam totalnie okiełznane i proste włosy. Coś niesamowitego :)

Póki przejdę do podsumowania, muszę zaznaczyć, że między duetem Babuszki Agafii a duetem Jantar używałam SYOSS'a który sprawił, że włosy przetłuszczały się już na drugi dzień i w ogóle były kluchowate (niemożliwe żebym go źle spłukiwała; zawsze robię to bardzo dokładnie). Nigdy wcześniej SYOSS nie zrobił mi na głowie czegoś takiego. Szampon Jantar pozbył się szybkiego przetłuszczania się i sprawił, że włosy były sypkie (ale nie w tym złym kontekście) i fajne w dotyku. Czyli w 100% spełnił swoją rolę :)

Zalety:
+ Miękkie włosy
+ Nie wysusza sklapu
+ Włosy się szybko nie przetłuszczają
+ Wygodny korek
+ Produkt polski
+ Produkt nie testowany na zwierzętach 

Wady: 
- Plącze włosy
- Butelka ma zbyt duży otwór
- Mało wydajny, trzeba go dużo żeby się spienił.

Myślę, że mimo wad, które w zasadzie nie są aż tak uciążliwe oceniam go na 4.5 :) Szampon spełnił swoją rolę. Pozbył się przetłuszczania, odświeżył włosy ale niestety je strasznie plącze.


Drugim produktem, o którym dziś będzie szerzej mowa to nawilżająco-ochronna mgiełka do włosów Jantar. Mgiełka trochę różni się od innych tego typu produktów, z którymi dotychczas miałam do czynienia. Aby rozczesać splątane przez szampon włosy wcale jej sobie nie żałuję a mimo to wydaje się być bardzo wydajna. Fajne jest w niej to, że gdy napsikam jej bardzo dużo na włosy to one się nie kleją, jak to robiły przy np. jedwabiu (mowa o nim tutaj). Kolejną fajną rzeczą, którą w sobie ma, to to, że bursztyn w niej zawarty jest naturalnym filtrem UV. Co za tym idzie, oprócz codziennej pielęgnacji, możemy ją stosować podczas zażywania kąpieli słonecznych lub po wizycie w solarium :) 


Jeśli chodzi o opakowanie to jest nim dobrze leżąca w dłoni, plastikowa, półprzezroczysta, brązowa butelka z pomarańczowym atomizerem o pojemności 200 ml. Oprócz tego zawiera dodatkowe, przezroczyste zabezpieczenie, które chroni przed rozpylaniem np. w torebce. Mgiełka, tak jak szampon jest bezbarwna i pachnie na styl męskich perfum. Przyznam, że jestem z niej naprawdę zadowolona! Z pewnością będę ją stosować w wakacje :) Mogę Was w 100% zapewnić, że z tą mgiełką moje włosy lepiej przechodzą zimę - o czymś to świadczy :)

Zalety:
+ Włosy zyskały większy połysk
+ Stały się mocniejsze i mniej łamliwe
+ Nie skleja włosów
+ Włosy nie puszą się i nie elektryzują
+ Mgiełkę można stosować podczas kąpieli słonecznych i po opalaniu
+ Wygodne opakowanie z atomizerem
+ Produkt nie testowany na zwierzętach
+ Produkt polski 
+ Pomocna przy rozczesywaniu włosów

Wady:
BRAK!

+/- zapach
Mgiełkę oceniam na 6!!

A wy miałyście może któryś z produktów z serii Jantar? Piszcie śmiało w komentarzach! :) Poniżej etykiety z informacjami o produkcie. Pierwsze dwa zdjęcia - mgiełka, trzecie - szampon.






Ps. Jeśli chcecie dowiedzieć się co napisałam w I części włosowej notki kliknij w poniższe zdjęcie! :)

27 stycznia 2014

Chusteczki do higieny intymnej FACELLE

Witajcie :)

Dzisiejszy post na szybko, bo mam masę nauki do piątkowego egzaminu z gramatyki historycznej. Nie zwlekajmy więc :)

Nie wiem czy zauważyliście, że o produktach do higieny intymnej na naszych blogach mało się pisze. Nie dlatego, że ich nie używamy a dlatego, że chodzi o miejsca intymne. A może to są tak powszechne produkty, że nie ma sensu o nich pisać? Uważam, ze sens jest i nie ma co się wstydzić! Dlatego dzisiejszy post poświęcę własnie produktowi do utrzymania higieny w "tych" miejscach.

Na  naszym rynku możemy dosłownie przebierać w różnego rodzaju podpaskach, wkładkach, tamponach, płynach, piankach, żelach, chusteczkach i Bóg wie czym do tychże stref. Większość, jeśli nie wszystkie, zawiera różne składniki, dzięki którym po zastosowaniu tychże produktów czujemy się "tam" świeżo. Te chusteczki też :)


Firmy Facelle nie muszę nikomu przedstawiać. Znajdziemy ją w każdym Rossmannie na półkach z produktami do higieny miejsc intymnych. Lubię jej produkty ponieważ odpowiadają mi jakościowo i cenowo. Te chusteczki kupiłam za 2.99. Na promocji co prawda, ale ich zwykła cena też nie jest zbyt wysoka.

Lubię także produkty taki jak te chusteczki. Są poręczne, więc można wziąć je w podróż czy w torbę na uczelnię lub biura. Są doskonałe kiedy chcemy się odświeżyć a nie mamy w pobliżu np. prysznica. albo gdy mamy "te dni". Nie ma problemu z ich pozbyciem się, ponieważ można je spłukiwać w toalecie (ALE: nie można tak postępować ze wszystkimi, np. chusteczki Marion trzeba wyrzucać do kosza, dlatego zalecam czytać informacje na opakowaniu). Poza tym mają delikatny zapach i co ważne nie podrażniają bo mają pH łagodne dla skóry.

Zalety:
+ W dobrej cenie
+ Ładny, delikatny zapach
+ Nie podrażniają
+ Dają uczucie odświeżenia
+ Niezastąpione w podróży czy podczas kobiecych dni
+ Poręczne opakowanie
+ Mieszczą się do praktycznie każdej torebki ;)

Wady:
- Jedyną wadą jaką mogłabym dostrzec w tym produkcie to to, że są dostępne tylko w sieci Rossmann. A przecież nie każdy ma taki sklep w pobliżu czy w miejscu zamieszkania.

U mnie się sprawdziły, więc polecam je z czystym sercem  i stawiam im ocenę: 5 + :)

A Wy czego używacie do higieny intymnej? Piszcie jak zawsze w komentarzach :)

25 stycznia 2014

Produkty, ktore pokochaly moje wlosy - czesc 1: DUET BABUSZKI AGAFII

Witajcie po dłuższej przerwie spowodowanej zbliżającą się wielkimi krokami sesją egzaminacyjną. Dziś post naprawdę obszerny, który zdecydowałam się podzielić na dwie części z dwóch powodów. Pierwszy: piszemy rzadko, więc chcę Wam to jakoś wynagrodzić, drugi: notka jest naprawdę obszerna i wątpię aby ktokolwiek dotrwał do końca recenzji 4 produktów (dlatego podzieliłam ją na pół). Dziś chciałabym przedstawić Wam pierwszy zestaw kosmetyków do pielęgnacji włosów, które bardzo przypadły mi do gustu.

Duet omawiany w tej części to tradycyjny rosyjski szampon nr 3 na łopianowym propolisie przeciw wypadaniu włosów i drożdżowa maska do włosów wspomagająca ich porost. Nazwy dosyć długie i specyficzne, ale i szampon i maskę bez problemu znajdziemy w różnych sklepach internetowych pod hasłem: Apteczka/Receptury Babuszki Agafii.

Jakiś czas temu blogosfera przeżywała prawdziwy boom na rosyjskie kosmetyki. Skuszona pozytywnymi recenzjami postanowiłam spróbować "czyniących cuda" specyfików. Jako że zbliżała się jesień i moje włosy postanowiły hurtowo wypadać, w obawie przed wyłysieniem zdecydowałam się na szampon przeciw wypadaniu i maskę na porost włosów. Zakupy zrobiłam na allegro ale po fakcie zorientowałam się, że na stronie http://skarbysyberii.pl/ można te rzeczy kupić taniej. Dobra, czas na recenzję.


Czarna, nieprzezroczysta butelka, mająca zamknięcie typu klik, zawiera 600 ml ciemnozielonego szamponu o konsystencji - kolokwialnie mówiąc - glutów. Wydostanie go z opakowania jest mało kłopotliwe jeśli macie dużo czasu i cierpliwości aż "łaskawy pan" raczy wypłynąć z butelki. Chodzi mi o to, że wypływa bardzo majestatycznie co osobiście mnie doprowadza do szału a ściskanie butli powoduje wypływanie szamponu zza korka.Wyjście z sytuacji jest proste - wystarczy odkręcić zamknięcie, wylać odpowiednią ilość szamponu na rękę/włosy i zakręcić. Co do zapachu powiem tak: na początku pachniał pięknie, coś jakby ziołami z domieszką czegoś słodkiego. Po jakimś czasie zaczął tak śmierdzieć, że gdybym dzieliła z kimś łazienkę pomyślałabym, że ktoś mi zrobił niemiły żart i czegoś dolał do szamponu. Datę ważności ma dosyć długą więc uznałam, że któryś ze składników się po prostu utlenił. I to jest jedna z dwóch wad, które widzę w tym produkcie. Drugą wadą jest wspomniane wcześniej wypływanie szamponu zza korka gdy ściskam butelkę. Moim zdaniem dziura przez którą ma wypływać szampon jest po prostu za mała, by tej gęstości płyn miał się normalnie wydostać z opakowania. 


Samo działanie szamponu oceniam jako bardzo dobre bo nie splątał mi włosów, zahamował ich wypadanie, co więcej mogę stwierdzić, że nawet w dużej mierze wpłynął na ich wzrost i gęstość. Włosy były miękkie i sypkie, nie było problemów z ich układaniem, nie elektryzowały się i co mnie zaskoczyło nie przetłuszczały się w tak szybkim tempie jak wcześniej. Szampon zawsze ładnie się pienił i nie trzeba go było wiele żeby dokładnie umyć włosy. Używałam go ok. 2,5 miesiąca przy dużej częstotliwości i zużyłam może 2/3 opakowania.

Wady: 
- Z przyjemnego zapachu zaczął śmierdzieć
- Za mały otwór w korku

Zalety:
+ Spełnił swoją rolę - włosów na szczotce było zdecydowanie mniej (2-5 włosów, kiedy wcześniej było o wiele więcej)
+ Ładnie się pieni i spłukuje
+ Nie plącze włosów
+ Naturalne składniki
+ Włosy przestały się przetłuszczać
+ Wpłynął na porost włosów

Daję mu 5-


Plastikowy, złotożółty słoik, o pojemności 300 ml zawiera w sobie mleczną, dosyć rzadką maź. Zapach ma przecudowny - pachnie czymś w rodzaju toffi z maślanymi ciasteczkami. Według mnie jej konsystencja jest zbyt rzadka, przez co zmniejsza swoją wydajność. Słoik wystarczył mi na ok 8-10 myć. Uważam, że na 300 ml to zbyt mało. Dodatkowo opakowanie wyposażone jest w ni to gumowe, ni to silikonowe zabezpieczenie, które jest bardzo wygodne np. pod prysznicem. Mokrymi rękami nie da się dokręcić wieczka a taka przykryweczka zapobiega dostaniu się wody do opakowania i jeszcze większemu rozrzedzeniu zawartości. Oprócz tego do maski załączona jest ulotka gdzie, jak mniemam, napisane są jakieś porady ale nie bardzo mogę się dowiedzieć jakie bo ulotka napisana jest w języku rosyjskim.


Działanie ma przewspaniałe. Dzięki niej moje włosy nie były oklapnięte u nasady, końcówki mniej rozdwojone a sam włos bardziej sprężysty i niełamliwy. Włosy pachniały nią długo po wysuszeniu i były miękkie i przyjemne w dotyku. Wady ma dwie - zbyt rzadką konsystencję i przez to zbyt szybko się kończy.

Wady:
- Zbyt rzadka konsystencja
- Słaba wydajność

Zalety:
+ Włosy miękkie i miłe w dotyku
+ Wzmocnione cebulki i końcówki
+ Sam włos jest jakby bardziej sprężysty
+ Pozostawia ładny zapach
+ Naturalne składniki

Moja ocena: 5

Miałyście któryś z tych produktów? Jakie są wasze wrażenia? Piszcie jak zawsze w komentarzach :)
Jeśli chcecie przeczytać 2 część mojej włosowej notki zapraszam tutaj

Ps. Ta notka przez jakiś czas była niedostępna z powodu duplikacji notki o Jantarze. Nie wiem jako to się stało, że zamiast o kosmetykach Agafii czytałyście o Jantarze (skopiowała się sama treść). Musiałam pisać wszystko od nowa.

13 stycznia 2014

Perfecta Pin-Up - owocowe nawilzenie

Witajcie.
Dobre wieści są takie, ze odnalazłam ładowarke do aparatu, więc będą zdjęcia ^^


A dziś przedstawiam wam zawartość paczki od Perfecty - Perfumowany krem i peeling do ciała z lini Pin-Up.
Przystępując do konkursu trzeba było określić, którą linie życzyło się dostać w razie wygranej ( są 3 - Sugar Baby, Miss Marine i włąsine moja Lady Berry). Skuszona tym, że "Pani Jagódka" ma mieć zapach owoców leśnych dałam sie skusic i wybrałam właśnie ją. Po otwarciu paczki, otworzeniu opakowania balsamu i przysunięciu go do nosa troche się zdziwiłam i zawiodłam. Któraś z osób dobierających kompozycje zapachową do tego produktu chyba nigdy nawet nie stała obok owoców leśnych. Ale pomijajac fakt, że co prawda nie owoców lesnych to zapach jest całkiem przyjemny. Mało tego nie bez przyczyny ma przedrostek "PERFUMOWANY". Wiadomo, każdy balsam do ciała jakoś tam pachnie, ale kiedy natrę się tym  to moi domownicy skuszeni zapachami z mojego pokoju pytaja co to.Peeling oczywiście tak samo.
Nad właściwościami stricte kosmetycznymi nie ma co się rozwodzić. Balsam nawilża jak każdy inny, choc zdarzyło mi sie używac duzo gorszych. Ten jest mogłabym rzec nawet bardzo przystępny, jesli chodzi o poziom nawilżenia.
Na szczególną uwage natoiast zasługuje peeling.Ma super drobną konsystencję ziarenek. Jest zarazem delikatny i skuteczny. Z martwym naskórkiem rozprawia kapitalnie. A jak zaraz po myciu nim zaaplikujemy balsam efekt jest wyśmienity.
Jako, że dostałam go za darmo, cene musiałam wyszperac w internetach. Wyszperałam zatem tak( ze sklepu producenta) :
 Krem  - ok 16 zł/200ml
Peeling - ok 18 zł/200 ml.

ZALETY:
+ intensywny zapach
+ super wygładzenie i nawilżenie
+ może błacha, ale lda mnie istotna - zamknięcie, ten dyndzelek co się nim zamyka solidny jest i be zprzeszkód moge nim 'trzaskać' jak to zwykle robie. Choć zwykle to ja takie rzeczy urywam, bom zbyt gwałtowna i mało delikatna.


WADY:
- żadnych ( prócz ceny, choć to indywidualna sprawa)



Osobno krem nieco niżej - 4, a peeling - 6. Ocena więc jaka otrzymuja razem to 5! 


Anku

11 stycznia 2014

Jedwab do włosow MARION

Dziś opowiem Wam o niezwykle wydajnym produkcie do włosów jakim jest jedwab w sprayu firmy Marion. Mam go od wakacji, cały czas jest w użyciu i obecnie praktycznie na wykończeniu. Choć zimę w tym roku mamy jak na razie tylko z nazwy to moje włosy są w o niebo lepszej kondycji niż to miało miejsce rok temu. Generalnie to zaczęły wariować wraz z początkiem jesieni. Wariacje trwają do teraz ale zmniejszyłam je o ponad połowę szamponem na łopianowym propolisie, o którym postaram się napisać w najbliższej notce. Zaczęły mi wyłazić garściami, co groziło według mnie wyłysieniem (choć mogę przesadzać;)). Ale w tym nieszczęściu znalazłam szczęście. Choć wypadały, to nie były w takim złym stanie wizualnym - szczątkowe, podkreślam, szczątkowe ilości rozdwojonych końcówek i w ogóle połamanego włosia. Zwykle na zimę mam tak, że końcówki są rozdwojone masakrycznie a same włosy doszczętnie połamane ale nie wypadające. Tej zimo-jesieni było odwrotnie. Podejrzewam, że zaczęły mi wypadać bo miałam niedobór jakiś składników odżywczych, z resztą komu w takim przesileniu włosy nie wypadają? Mniejsza z tym, miałam mówić o jedwabiu ;)
Perłowo-biała butelka zakończona wygodnym atomizerem zawiera 130 ml jedwabiu w sprayu. Produkt sam w sobie jest bardzo wydajny bo na rozpylenie go po całych włosach wystarczy kilka psiknięć. Ja za każdym umyciem i osuszeniem włosów ręcznikiem atomizuję jedwab na całą długość włosów, skupiając się głównie na końcówkach i nie rozprowadzając go przy samej skórze. Dzięki temu produktowi moje włosy przede wszystkim łatwo się rozczesują, są miękkie, błyszczące i lekko pofalowane przy końcówkach (co szalenie mi się podoba). Szczerze mówiąc moje włosy mają tendencję do kręcenia ale jakoś tylko na tendencji poprzestają bo z ich chęciami bywa różnie (czytaj: jedna strona włosów ładnie pofalowana przechodząca w loki druga prosta jak drut). Generalnie, to jak wspomniałam wcześniej, kondycja moich włosów po tym jedwabiu jest zaskakująca. Końcówki nie są rozdwojone, a same włosy nie są połamane. Co więcej nie mam zbytnich problemów z ich ułożeniem (a zwykle takie miałam), nie puszą się i w ogóle są "ooosooom".
Jak widać płyn jest przezroczysty :)
Producent pisze na opakowaniu, że:
Jedwab w spray'u to regenerująca odżywka bez spłukiwania do każdego rodzaju włosów. Szczególnie polecana jest do włosów suchych, matowych i zniszczonych zabiegami fryzjerskimi. Dzięki zawartości m.in. JEDWABIU i PROWITAMINY B5 odżywka: 
*nadaje włosom świetlisty połysk
*sprawia, że Twoje włosy będą odżywione, nawilżone i sprężyste
*przywraca włosom miękkość i blask 

I ja się całkowicie z tym zgadzam!

Zalety:
+ Przyjemny zapach
+ Nie skleja włosów
+ Łatwiej rozczesać czuprynę
+ Nie rozdwaja końcówek a powiem więcej: wzmacnia całe włosy
+ Starcza na baaaardzo długo
+ Ma świetną cenę, nie przekraczającą 8zł!
+ Włosy są miękkie, lśniące i nie elektryzują się zbytnio

Wady:
- Jedyną wadą jaką mogę w nim zauważyć to to, że jak go nałożę zbyt dużo to delikatnie skleja włosy. Ale tylko wtedy gdy są mokre. Po wysuszeniu, jest ok. :)

Z czystym sumieniem stawiam mu 6! :)

 Według mnie i moich obserwacji, jedwab od Marion świetnie wpłynął na moje włosy :) Z suchych, matowych i połamanych zrobiły się całkiem, całkiem. Przyznam, że z tym jedwabiem polubiłam własne włosy ;) Polecam więc z całego serducha! Poniżej wrzucam zdjęcie mojej burzy na głowie ;)

Poza tym obiecłam (kolejny raz) że będziemy pisać częściej. Ale Ania ma ciężki rok na studiach (weterynaria) a ja mam do napisania pracę licencjacką oraz planowanie ślubu i wesela, które co prawda odbędzie się w maju 2015r ale z każdym dniem zbliża się wielkimi krokami! :) Dlatego bądźcie dla nas wyrozumiałe! Przygotowując się do jednego z najważniejszych dni w moim życiu, zaczęłam ćwiczyć skalpel z Ewą Chodakowską bo mam oponkę tłuszczyku do zrzucenia ;) Także trzymajcie kciuki!

Enjoy!