28 września 2013

Energizująca sól kąpielowa z bursztynem BEBEAUTY

Tak, tak, wiem. Obiecałam pisać częściej a mój ostatni post pojawił się wieki temu czyli ponad tydzień ;).
Nie wiem jak u Was ale u mnie pogoda jest naprawdę w kratkę. W dzień pięknie i słonecznie, w nocy - ulewny deszcz. Czasem pada nawet cały dzień i noc by nazajutrz wyszło słońce i w mgnieniu oka wysuszyło kałuże. 
W takie dni i wieczory najchętniej chciałoby się zakopać pod stosem pierzyn i kołder i przeczekać te wszystkie deszcze, wiatry a w najbliższej przyszłości również zawieje i zamiecie śnieżne. Jestem ciepłolubnym człowiekiem i można powiedzieć, że zapadam w zimową drzemkę, bo spadek mojej aktywności życiowej przypada właśnie na początek jesieni i trwa aż do wiosny. Dobra, nie będę zanudzać, przejdę do konkretów ;)

Półka z kosmetykami z Biedronce jest znana wszystkim a jeśli nie, to na pewno większości. Znaleźć tam można różne fajne rzeczy, m.in. sól, o której dziś będzie mowa.

Nie jest to jakiś rewelacyjny produkt, ale mi akurat przypadł do gustu. Ma przyjemny zapach, duże ziarna, które w miarę dobrze i szybko się rozpuszczają w wodzie i barwią ją na pomarańczowo. Piany nie zauważyłam, ale zapach w łazience utrzymuje się  przez około godzinę. Porównując tę sól z solą lawendową, którą kiedyś miałam, wybiorę tę z bursztynem. Bardziej mi przypadł do gustu zapach. No i oczywiście ta jest energizująca a lawendowa kojąca do tego stopnia, że raz mało nie usnęłam w wannie  :P

Sól jest ok, bo nie podrażnia i nie wysusza skóry, jednocześnie jej nie barwiąc. Czy nawilża? Tego do końca nie wiem, bo balsamuję ciało. Wiem na pewno: zaszkodzić nie zaszkodzi. Miła kąpiel i już :)





Zalety:
+ Łatwo dostępna
+ Tania (cena nie przekracza 4 zł)
+ Przyjemnie pachnie

Wady:
- Jako takich nie zauważyłam. Nie wymagam od niej piany.
- Nie wszystkich może zachwycać jej skład.

Moja ocena: 3




















Mam jeszcze dla Was garść informacji:

W jednej z notek pisałam o kuracji paznokciowej, w której stosuję balsam do paznokci. Od tygodnia stosuję także preparat stymulujący wzrost paznokci z tej samej serii od Oriflame. Jest naprawdę skuteczny :) Jeśli osiągnę efekt na który czekam pochwalę się pazurkami ;)
I jeszcze mam do Was pytanie: Jakie są Wasze sposoby na wypadanie włosów? Moje nie są strasznie zniszczone ale lecą jak głupie. Jak tak dalej pójdzie to niedługo będę łysa. Proszę poradźcie mi coś.

Pamiętacie o naszym rozdaniu? Trwa jeszcze tydzień! Więcej informacji po kliknięciu w zdjęcie :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Paulina.

20 września 2013

Płyn micelarny do demakijażu oczu i twarzy AA

Z recenzją tego płynu nosiłam się już od dawna. W ogóle to zauważyłam, że mimo tego, że nie używam swoich kosmetyków oszczędnie to starczają mi one na baardzo, bardzo długo. Nie wiem jakim sposobem, ale tak właśnie jest. Wiecie, jest mi właściwie obojętne czym zmywam makijaż. Chodzi mi tutaj o to czy jest to płyn, mleczko czy jeszcze coś innego.Płyn micelarny AA dostałam w prezencie razem z kremem (recenzja tutaj) i jeszcze mam z pół butelki (250 ml).

Generalnie częstotliwość z jaką używam kosmetyków kolorowych waha się od bardzo rzadkiej do bardzo częstej. Siedząc w domu nie mam potrzeby obciążać skóry fluidem itp. Idąc do sklepu nie muszę nakładać na siebie tapety lub chociażby pomalować oczu czy ust. Gdy się pomaluję to koleżanki z uczelni pytają jaka jest okazja ;) Dojeżdżam z innego miasta i często wstaję w ostatniej chwili i nie mam po prostu czasu na malowanie. A w kolebiących się w każdą stronę, przepełnionych busach nie mam odwagi na pomalowanie rzęs - za duże ryzyko wykucia oka czy rozmazania. No. Także kwestię mojego malowania mamy już za sobą, więc możemy przejść do konkretów (bo ja mogę paplać bez końca).

Płyn micelarny AA z serii Ultra Odżywianie przeznaczony jest do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii. Przyjemnie pachnie, nie wysusza ani nie podrażania skóry. Naskórek nie jest ściągnięty ani się nie łuszczy. Płyn zawiera także kwas hialuronowy i D-panthenol. Dzięki temu w delikatny sposób łagodzi podrażnienia. Wielkim jego plusem jest to, że nie zawiera alergenów, parabenów i barwników. Sam zapach też jest hipoalergiczny.

Makijaż zmywa raczej dobrze. Cienie i kredka schodzą bez większych problemów. Gorzej radzi sobie z tuszem do rzęs. Opakowanie jest bardzo duże - 250 ml. Micel ma wygodne otwarcie. Jednakże butelka ma sporą wadę - za duży otwór. Zawsze muszę wylać go za dużo. Na waciku lekko się pieni, nie wiem dlaczego. Podsumowując: piorunującego wrażenia na mnie ten kosmetyk nie zrobił, ale nie ma takiej tragedii. Jest pierwszym micelem jaki używałam, więc nie mam porównania. Może kiedyś zrobię porównanie zbiorcze.

Zalety:
+ Nie wysusza i nie podrażnia skóry
+ Delikatne działanie
+ Duża pojemność
+ Przyjemny zapach

Wady:
- Zbyt duży otwór
- Niezbyt dobrze zmywa tusz
- Krótka data ważności - przy moim zużywaniu pewnie się ze 3 razy przeterminuje ;)

Moja ocena: między 3 a 4

A Wy jakich produktów do demakijażu stosujecie? Piszcie jak zawsze w komentarzach! :)


Buziaki, Paulina.


Ps. Pamiętacie o naszym rozdaniu? Więcej informacji uzyskasz klikając w zdjęcie :)


16 września 2013

HONEYMANIA masło do ciała THE BODY SHOP

Źródło: https://www.facebook.com/TheBodyShopPoland?fref=ts
Jakieś 2/3 tygodnie temu otrzymałam do testowania masełko z serii HONEYMANIA firmy The Body Shop. Jako, że jestem okropnie roztrzepana i ostatnio nie siadam do komputera to przegapiłam termin nadsyłania recenzji do konkursu. W ogóle to ja na początku myślałam, że do końca sierpnia trzeba napisać swoją recenzję tak po prostu a nie na konkurs, więc na początku strasznie się źle z tym czułam, bo co nie bądź wyglądało to tak, że wyłudziłam kosmetyk, a przecież tak nie było :D Kiedy listonosz przyniósł mi paczuszkę poczułam zaszczyt, że jestem w tym niewielkim gronie osób, które jako pierwsze będą miały przyjemność testować nowy produkt firmy. Jednakże wymiana mailowa ze sklepem wszystko wyjaśniła :)
Masełko, które otrzymałam jest jasnożółtego koloru i schowane jest w zgrabnym, ciemnożółtym słoiczku mieszczącym 50 ml produktu (dla nie wiedzących: pełnowymiarowy produkt mieści 200 ml :)). Gdy go otworzyłam, mój nos zalał delikatny i lekko słodkawy zapach wiosennych kwiatów a nie miodu, ale mój tata, pszczelarz stwierdził, że można go (miód) wyczuć. Nie kłócę się z fachowcem ;). Sam zapach nie przeszkadza i ulatnia się po jakimś czasie.

Konsystencję ma... maślaną (jak to masło). Konkretnie zbita w opakowaniu ale nie ma problemów z aplikacją. Dobrze się wsmarowuje i dosyć poprawnie wchłania. Nawilżenie utrzymuje się bardzo długo. Co więcej skóra się nie klei ani nie świeci. Wydajność ma średnią. Jedynym poważnym minusem, który wystawiam nie tylko ja, jest fakt, że opakowanie nie zawiera żadnego zabezpieczenia np. sreberka, które dawałoby pewność, że w masełku nikt nie maczał paluszków ;)

Z informacji, które znalazłam w Internecie na temat produktów z serii Honeymania można dowiedzieć się, że miód, który firma pozyskuje do produkcji tych kosmetyków czerpany jest od pszczół z Etiopii w ramach programu Wspólnota Uczciwego Handlu. Ciekawa informacja :)
Źródło: https://www.facebook.com/TheBodyShopPoland?fref=ts

Jest to pierwszy produkt The Body Shop, który mam.

Zalety:
+ Super zapach, nawet wybrednym się spodoba
+ Skóra gładka i nieświecąca się
+ Nie pozostawia tłustego filmu na skórze
+ Nawilża

Wady: 
- Brak folii/sreberka zabezpieczającego
- Cena 69zł/200ml. Uważam, że za 2 razy mniejszą cenę można kupić równie dobre masełko.



Skład: Aqua (Water), Theobroma Cacao (Cocoa Butter), Butyrospermum parkii (Shea Butter), Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, C 12-15 Akyl Benzoate, Ethylhexyl Palminate, Cera Alba, Sesamum Indicum Oil, Parfum, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Dimethicone, Honey, Caprylyl Dlycol, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Disodium EDTA, Tocopherol, Geraniol, Sodium Hydroxide, Linalool, Limonene, Citric Acid, C 15985, C 19140.

Z serii Honeymania w sprzedaży dostępne są:

- balsam do ust /24 zł
- peeling do ciała /65 zł
- mydło /9.90 zł
- żel pod prysznic /25 zł
- miód do kąpieli /55 zł
- woda toaletowa /55 zł

Według mnie szału nie ma. Masło nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia dlatego oceniam je na 4, czyli warte kupienia.

A czy Wy testowałyście te masełka lub miałyście jakieś kosmetyki z TBS? Piszcie jak zawsze w komentarzach :)

Pozdrawiam, Paulina.

Ps. Przypominam o naszym rozdaniu!! :) Więcej informacji po kliknięciu w zdjęcie :)

12 września 2013

GARNIER Goodbye Damage

Większość z was pewnie wie/słyszała o niedawnej akcji Garniera, gdzie przy zakupie jednego z ich kosmetyków można było otrzymać kolejny do testowania za free. Ja, jak to ja, ogarnięta zawsze nie w ten czas co trzeba nie załapałam się na tę akcję. Ale jako, że od dawna nosiłam się z zamiarem zakupu szamponu z serii Goodbye Damage zwyczajnie wybrałam się do sklepu i zakupiłam go w cenie 13 zł, bo zaszalałam i wzięłam ten 400 mililitrowy  ^^,. 
Konkluzja - która powinna właściwie być na końcu ale nie mogę się powstrzymać - jest taka, że przy najbliższej wizycie w sklepie kosmetycznym będę szukać pozostałych produktów z tej serii. A właśnie czy ktoś ma jakieś podpowiedzi w jakim sklepie  tych sieciowych mogę je znaleźć? Bo w kilku już sprawdzałam i są tylko szampony :'(

Do rzeczy jednak.
Moje włosy nie należą, a właściwie nie należały, do najłatwiejszych we współpracy. Rozdwojone końcówki, puszenie, totalna niesforność w wilgotne dni, taka sytuacja. Co prawda, nie miałam okazji przetestować tak do końca tej ostatniej właściwości po użyciu szamponu, ale z pierwszymi dwoma jest znacznie, znacznie lepiej. 
I wiecie co? Poprawę poczułam już przy pierwszym użyciu. Zawsze poszukiwałam szamponu, który po umyciu, przy spłukiwaniu włosów będzie pozostawiał je gładkie, bez splątanych kosmyków itp. Ten właśnie tak robi i to w nim uwielbiam. No i jeszcze to, że po wyschnięciu włosy są równie gładkie co po użyciu jedwabiu. Ah tak - i bardzo lekko i przyjemnie rozczesuje się włosy po umyciu. Po prostu bajka :3

Ostatnie słówko ode mnie przed wypunktowaniem zalet i wad - Po przeczytaniu recenzji tego produktu , które pojawiły się po akcji promocyjnej Garniera - dodam, że bardzo pochlebnych recenzji - myślałam, że są one wynikiem nienarażania się producentowi w celu uzyskania korzyści jaką był darmowy produkt Garniera. Nie były. Ten szampon i podejrzewam cała ta linia DZIAŁA!





















ZALETY:
+ regeneruje czuprynę co do ostatniego włoska 
+ bardzo ładnie pachnie ( jak wszystkie produkty Garniera ), włosy po nim też :3
+ włosy bardzo łatwo się rozczesują
+ ujarzmia nawet najbardziej oporny włosy (jak moje)

WADY:
- żadne zdaję się :) 


Ocena jak się domyślacie nie może być inna jak 6 :)





~Anku

11 września 2013

Nagietkowe mydło BIAŁY JELEŃ


Dziś chciałabym przedstawić Wam moje wrażenia odnośnie nagietkowego mydła Biały Jeleń. Nie wiem czy wiecie, ale Biały Jeleń to linia hipoalergicznych produktów stworzonych z myślą o osobach z problemami skórnymi i skłonnościami do alergii. Linia Bały Jeleń to nie tylko tradycyjne, znane wszystkim Polakom białe mydło ale także szampony, płyny do kąpieli, płyny do higieny intymnej i mydła w płynie. Producentem jest Pollena Ostrzeszów, która trudni się wyrobem marek takich jak: Dzidzuś, FF, czy BHP.

Jak wspomniałam we wcześniejszej notce (klik) czaiłam się do tych mydeł już od jakiegoś czasu i od początku chciałam je przetestować na buzi. Przyznam, że bałam się wysuszenia i łuszczenia skóry. Ale pomyślałam, że skoro moja twarz i tak wygląda jak przerzuty trep od długotrwałego przebywania na słońcu, deszczu i wietrze, to nie mam nic do stracenia. Dodatkowo do opalonej już mocno twarzy przybłąkały się małe krostki i zaczerwienienia, więc musiałam działać. Jak pomyślałam - tak zrobiłam. Kupiłam dwa mydełka: z otrębami pszennymi i nagietkowe. Z początku miałam mały dylemat od którego zacząć. Wzięłam mydła w dłoń, rozpakowałam, powąchałam i wybrałam ładniej pachnące. A po weekendzie pobiegłam w podskokach do Rossmanna i nabyłam jeszcze dwa: ze słonecznikiem i bursztynem - teraz mam pełen komplet tych mydełek i się nimi bardzo cieszę :)

Na początek pod lupę wzięłam nagietkowe mydło glicerynowe. Wiecie, że jest ono wykonane ręcznie? Po raz pierwszy użyłam go pod prysznicem i umyłam nim twarz i całe ciało. Wrażenie niezłe, bo dosyć łatwo i dobrze się pieni. Sama piana jest kremowa i lekka. Zapach - długotrwały i delikatny. Można powiedzieć, że subtelny. Nawet jak leży sobie grzecznie w mydelniczce to w łazience i tak pięknie pachnie :)

Nagietkowy Biały Jeleń doskonale oczyścił moją twarz i ciało. Mam wrażenie, że "zdarł" z mojej skóry tłustą warstwę zanieczyszczeń i pozostawił ją gładką i zmatowioną - a ja mam przecież bardzo suchą skórę! Przyznam, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim! Sprezentuję takie bratu - dojrzewającemu nastolatkowi borykającemu się z trądzikiem młodzieńczym na pewno się przyda :)


Mydełko może mieć mieć małą wadę. Dlaczego: "może mieć" a nie, "ma"? Cóż. Moja skóra, gdy nie jest odpowiednio nawilżona, od razu się łuszczy. Najczęściej spotyka to mój nos i czoło. Przy pierwszym użyciu, gdy nie wypeeleingowałam zbyt dokładnie twarzy, mydło podkreśliło martwy naskórek na nosie - po stosowaniu żeli takiego efektu nie miałam. Jednakże współpracując z dobrym peelingiem, nagietkowy jelonek potrafi zdziałać naprawdę wiele dobrego :) Dodatkowo po umyciu twarz zabezpieczyłam tonikiem (recenzja tutaj) i posmarowałam kremem nawilżającym (recenzja się pisze).

Efekt:
Skóra gładka, odpowiednio naprężona (ale nie ściągnięta!), matowa (w pozytywnym sensie). No i krostek jakby mniej - czyli oczyszczona. Zauważyłam, że żel-krem Nivea (recenzja tutaj) pozostawia po sobie lekki film. Tzn. skóra twarzy ma taką "bezpieczną warstwę" chroniącą przed utratą wody. Nigdy mi on nie przeszkadzał ale moje odczucia co do tego produktu po korzystaniu z Białego Jelenia,  trochę się zmieniły. Mimo wszystko żel-krem Nivea kocham dalej (ale już mniej niż wcześniej :D). Natomiast nagietkowego jelonka polubiłam i z pewnością kupię kolejną kostkę :)


Podsumujmy mydełko:

Zalety:
+ Oryginalne opakowanie
+ Zapach - subtelny i delikatny. Długo utrzymuje się na skórze i w łazience.
+ Odczuwalnie oczyszczona skóra
+ Kremowa biała piana
+ Działanie antybakteryjne
+ Mydło robione ręcznie
+ Wydajne - używam go od kilku dni codziennie i to kilka razy a grawer (napis) jeszcze się nie zmydlił
+ Doskonale zmywa resztki makijażu
+ Nie podrażnia skóry
+ Pomocne w zwalczaniu stanów zapalnych - przynajmniej u mnie
+ Skóra jest gładka, czysta i pachnąca

Minusy: 
- Może podkreślić łuszczącą, martwą skórę. Ale nie wysusza!
- Dostępność. Serię tych mydełek spotkałam jak na razie tylko w drogeriach Rossmann

+/- Cena. Dla mnie to mydełko nie jest drogie. Jednakże zdaniem niektórych kosztuje za dużo. Moim zdaniem 4.99 za 100g ręcznie robionego, mydełka glicerynowego to nie jest wiele :)

Czy warto je kupić?
- Moim zdaniem tak! Kupiłam je z myślą mycia nim twarzy ale świetnie myje także całe ciało :) Polecam je wszystkim :)

O właściwościach mydeł glicerynowych możecie przeczytać tutaj: KLIK
Moja ocena to oczywiście soczysta 6! :)
A jakie są Wasze przygody z mydłami? Piszcie proszę w komentarzach! :)
_________________________________________________________
Przypominam Wam także o naszym fabrykowym rozdaniu! Więcej informacji znajdziecie klikając w zdjęcie :)
Pozdrawiam wrześniowo i mydlanie ;)
Paulina.

08 września 2013

Rozdanie!!

Zakładając tego bloga rok temu, mając po drodze kilometrową przerwę co najmniej, nie wiedziałyśmy, że tak to nas wciągnie. A wciągnęło, nie chce wypluć i dobrze, bo... nam bardzo to odpowiada! Dlaczego? Spotkałyśmy się z wieloma miłymi słowami, nie rzadko z hejtem i krytyką. Ale mocne z nas baby, łatwo się nie damy! Jesteśmy szczęśliwe, że coraz chętniej nas czytacie i komentujecie a to z kolei owocuje więzią i posiadaniem chlubnego wianka stałych komentatorów. Strasznie nas to cieszy. Dlatego wymyśliłyśmy, że jak stuknie nam 10 tys wejść nie będziemy się patrzeć i zorganizujemy rozdanie. Mamy nadzieję, że nagrody Was zachęcą :)

A do wygrania:

Gruszkowa sól do kąpieli Joanna
Żel pod prysznic dla niej i dla niego z aloesem i limonką Joanna wersja mini
Żel pod prysznic z mango i papają Joanna wersja mini
Odzywka do włosów suchych i zniszczonych z miodem i cytryną Joanna wersja mini
Peeling myjący z żurawiną Joanna
Peeling myjący z kiwi Joanna
Mydełko Discover China Cherry Orchard Oriflame
Lakier do paznokci miniMAX nr 804 Eveline
Malinowa pomadka ochronna Oeparol
Pomadka Neo Chic kolor bright pink Oriflame
Hypoalergiczne mydło naturalne
Myjka do ciała Donegal

Próbki:
Ziaja - mleczko do ciała z bio olejkiem arganowym x3
Ziaja - Maska i szampon intensywne wygładzanie x2
Ziaja - Ulga dla skóry wrażliwej - krem na dzień x3
Dermika - perfumowany krem do ciała x3
Palmolive naturals - próbka żelu pod prysznic
Soraya - kuracja matująca krem na dzień i na noc
Dr Irena Eris krem rewitalizujący

Gdy liczba zgłoszeń przekroczy 50. Dodamy niespodziankę :)

Regulamin:

1. Wszystkie kosmetyki są nowe i nieużywane oraz zakupione przez właścicielki bloga Fabryka Urody.
2. W rozdaniu mogą brać udział osoby pełnoletnie i posiadające bloga.
3. Rozdanie trwa od 08.09.2013 do 06.10.2013.
4. Rozdanie wyłoni jednego zwycięzcę do 3 dni po jego ukończeniu. Po ogłoszeniu wyników czekamy 3 dni na kontakt mailowy ze zwycięzcą. Jeśli się nie odezwie losujemy jeszcze raz.
5. Paczkę wysyłamy tylko na terenie Polski.
6. Aby zgłosić się do rozdania musisz:
 - podać swój adres e-mail + 1 los
 - dodać nasz blog do obserwowanych + 1 los
 - dodać na swoim blogu informację o rozdaniu w postaci notki + 1 los lub/i bannera +1 los
Dodatkowe 2 losy otrzymują nasze top gaduły. Oczywiście jeśli będą chciały wziąć udział :)
W sumie można uzyskać aż 6 losów!
7. Blogi założone specjalnie do udziału w rozdaniu nie będą brane pod uwagę!
8. Osoby, które usuną nas z obserwowanych po zakończeniu rozdania, nie będą brane pod uwagę przy następnym!
9. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

Wzór zgłoszenia:
Obserwuję jako:
E-mail:
Notka: Tak/Nie
Banner:  Tak/Nie
Czy jestem top gadułą: Tak/Nie
Adres mojego bloga:

Banerem do pobrania jest zdjęcie na którym są kosmetyki. Czyli to:
Mamy nadzieję, że wszystko jest jasne :)
Życzymy powodzenia!
A&P

07 września 2013

Wszyscy mają mydła, mam i ja!

Wiem, że tytuł brzmi kuriozalnie bo mydeł przecież używają wszyscy! Noo... może nie wszyscy jeśli sądzimy po zapachu :D No nie ważne :D Przygody mojej twarzy z mydlaną kostką najczęściej kończyły się wysuszeniem skóry. Dlatego mydło w mojej łazience przeznaczone jest tylko do mycia rąk. Natomiast buzię i resztę ciała traktuję żelami. Ostatnio na Waszych blogach pojawiają się recenzje testowanych przez Was mydeł.  Czytałam je z przyjemnością, a moja chęć nabycia podobnych produktów stale rosła. Jednak ciągle brakowało czegoś co mnie ostatecznie przekona.
Postanowiłam jednak dać im (mydłom) szansę kiedy w gazetce Rossmanna ujrzałam mydło do delikatnej i wrażliwej skóry firmy AA. Pomyślałam sobie, że skoro krem i płyn micelarny (recenzja się pisze) dały radę to może mydło też? A jeśli nie, to mała strata bo nie kosztuje dużo. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Ale doszłam do wniosku, że samemu to będzie mu smutno, więc do towarzystwa dorzuciłam 2 Białe Jelenie - no nie takie białe jak je malują bo jedno w ciapki (z otrębami pszennymi) a drugie pomarańczowe (z nagietkiem). Do tych mydeł czaiłam się już dawno, więc ich zakup to była tylko kwestia czasu. W Jeleniach podoba mi się ich oryginalne opakowanie. Noo i są polskim produktem a my popieramy takie rzeczy :)

I teraz mam dylemat bo nie wiem od którego zacząć. Chyba będę losować. Także... za jakiś czas możecie spodziewać się recenzji któregoś z nich. A może powiecie same od którego zacząć testowanie? :)

Ps. Mam chęć na zakup Jelenia z bursztynem ale to może przy następnych zakupach ;)

Miałyście któreś  z nich? Jakie są wasze wrażenia? Piszcie jak zawsze w komentarzach!

Pozdrawiam wrześniowo,
Paulina :)

04 września 2013

Drogocenny olejek arganowy BIELENDA

Na początku chciałabym Was serdecznie przeprosić za naszą długą nieobecność na blogu. Obiecuję Wam, że będziemy (a przynajmniej ja będę) się starać pisać częściej :)

Dziś przychodzę z recenzją drogocennego olejku arganowego Bielendy 3w1 ciało, twarz, włosy. Na wstępie muszę Was zapewnić, że ten olejek ma bardzo trafną nazwę. Jest NAPRAWDĘ drogocenny. I można się nim wysmarować dosłownie od stóp do głów z włosami włącznie :) po jego zakupie, postanowiłam stosować go na moje nieszczęsne rozstępy na udach, które nabyłam wskutek zbyt szybkiego wzrostu. Na ten defekt już chyba nic nie poradzi bo blizny są białe, a gdzieś przeczytałam, że z białymi rozstępami nic się już nie da zrobić. Jednak jestem tym olejkiem zachwycona. Dlaczego? Już tłumaczę. 

Olejek przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, twarzy i włosów. Używałam go wszechstronnie i w każdej strefie (tak to nazwijmy) się sprawdził. Niżej opiszę jak się spisywał ale teraz jeszcze wymienię kilka jego cech. Kiedyś, dawno temu kupiłam na Allegro olejek arganowy. Przeraziłam się strasznie gdy odkręciłam nakrętkę. Dlaczego? Niemożebnie śmierdział. Nie wiem dlaczego. Bałam się go używać i stoi po dziś dzień w czeluściach mojej szafki z kosmetykami. Kupując olejek arganowy od Bielendy miałam obawy, że jego zapach także będzie przykry. Niepotrzebnie. Olejek z tej firmy pachnie przepięknie. Gdy się nim wysmaruję to się wącham - do tego stopnia przypadł mi do gustu. Poza tym świetnie nawilża i odżywia skórę. Dosyć szybko się wchłania. Olejek naprawdę wygładza skórę, delikatnie podkreśla opaleniznę. Opakowanie jest dosyć wygodne, widać ile pozostało nam kosmetyku. Aplikacja także komfortowa, a wszystko to dzięki atomizerowi. Konsystencję i kolor ma tak jak każdy olejek. Co ważne wsmarowany w skórę nie zostawia tłustych plam na ubraniu, jednak go trochę pozostaje na korku i może wybrudzić, więc trzeba uważać. Kilka razy stosowałam go do opalania. Skóra ładnie brązowieje ale trzeba być ostrożnym, bo wiecie jak to z olejkami bywa ;) Jednak opalanie w tym roku nas już nie czeka bo i wrzesień, buro, szaro i ponuro na zewnątrz. Ok, nadszedł czas opisać pokrótce jakie otrzymałam po nim efekty.

Ciało

Moja sucha skóra potrzebuje ciągłego nawilżenia. Posmarowana wieczorem, tuż po kąpieli pozostaje pachnąca, satynowa i miła w dotyku. Efekt utrzymuje się naprawdę długo.

Twarz

Moja buzia jest ciągle narażona na promienie słoneczne i wiatr. To bardzo wysusza skórę. Wieczorem smaruję ją olejkiem arganowym. Przez noc regeneruje się ;) W dzień nie smaruję nim z wiadomych względów - spaliłabym, i tak już bardzo opaloną, skórę.

Włosy

One ciągle żyją własnym życiem. Ale je trochę ujarzmiłam właśnie tym olejkiem. Nie mam rozdwojonych końcówek. Włosy się nie łamią. I tutaj olejek trochę mniej się spisał bo ciągle wypadają. Ale wydaje mi się, że to z innych powodów.


Podsumowując: producent na odwrocie butelki napisał, że olejek arganowy to prawdziwy upiększający eliksir dla ciała, twarzy i włosów. I nie sposób się z nim nie zgodzić :) Z resztą na rynku jest masa kosmetyków, które zawierają olej arganowy - każda z nas się nimi zachwyca, prawda? Bielenda oferuje nam ich esencję - konkretny olejek :)

Zalety:
+ Piękny zapach
+ Świetne działanie
+ Skóra ciała i twarzy jest elastyczna, odżywiona, nawilżona, miękka i gładka
+ Włosy miękkie i odżywione
+ Można stosować do opalania
+ Wydajny

Wady:
- Może brudzić
- Należy go zdenkować do 3 miesięcy od otwarcia

+/- cena 150 ml kosztuje od 20 zł wzwyż

Olejek oceniam na 5,5 :)

A Wy stosowałyście jakieś kosmetyki z olejkiem arganowym? Jakie są Wasze wrażenia? Piszcie jak zawsze w komentarzach :)

A i chciałabym Wam powiedzieć, że od wczoraj stosuję kurację paznokciową. Tzn. od wczoraj co wieczór będę wsmarowywać w swoje paznokcie balsam, który ma usztywnić płytkę, zachęcić do zapuszczania i zniechęcić do obgryzania (mój straszny defekt). A tak się prezentuje mój pomocnik w walce z pazurami (a raczej ich chwilowym brakiem ;)):
Wzmacniający balsam do paznokci Oriflame Nail Butter Advanced  24 zł/6 g
Balsam zawiera rumianek (ukojenie), awokado (odżywienie), masło shea, prowitaminę B5. Cóż zobaczymy jak się spisze ;)

Pozdrawiam jesiennie (słonecznie i złociście jak jesienne liście),
~Paulina