Image Map

16 lipca 2014

Wyzwanie blogowe na lipiec #Dzien 2# Dlaczego blogujemy?


Odpowiedź jest prosta i trudna zarazem. Nasza przygoda z blogowaniem zaczęła się już ładnych parę lat temu, kiedy byłyśmy młode i piękne (teraz zostało nam tylko "i" :D). Na początku był to typowe blogaski nastolatek. Później prowadziłyśmy photoblogi. Pauliny jeszcze gdzieś wisi w sieci ;) Następnie zrobiłyśmy sobie dosyć sporą przerwę od blogów. Paulina trochę krótszą. Dwa lata temu, zainspirowane blogami urodowymi, postanowiłyśmy stworzyć swoje miejsce w sieci.

Na początku blogowałyśmy regularnie. Po jakimś czasie, z przyczyn, których już w zasadzie nie pamiętamy, nastąpiła kilkumiesięczna przerwa. Aaale wzięłyśmy się za siebie i od ponad roku blogujemy regularnie :) Oczywiście tuż przed wakacjami zrobiłyśmy małą przerwę spowodowaną studiami (obrona licencjatu i ciężki roku na 3 roku weterynarii)

Dlaczego blogujemy? Z różnych powodów. Każdy komentarz sprawia nam radość. Nawet anonimowe prztyki są dla nas motywacją do doskonalenia siebie i naszego bloga :) Ogromną satysfakcją są powoływania innych osób na nasze opinie. To utwierdza nas w przekonaniu, że to co robimy ma jakiś oddźwięk. Blogujemy bo lubimy. Widzimy w tym frajdę i cel. Poza tym nic innego nie kształtuje wyborów konsumentów jak rzetelne opinie :) Poza tym, że lubimy dzielić się swoim zdaniem na temat kosmetyków, to równie chętnie poznajemy ludzi z blogowej rodziny. Nie tylko urodowej :)

Ten post jest powiązany z blogowym wyzwaniem Uli (więcej informacji po kliknięciu tutaj)

"Każdy pi­sarz przed­sta­wia w swych dziełach w pew­nym stop­niu sa­mego siebie, niekiedy na­wet wbrew woli. " Goethe

Może nie jesteśmy nadzwyczajnymi pisarkami ale sens zamieszczony w tej sentencji to prawda. Bo cały ten blog, wszystko co tutaj zamieszczamy to my :)

Pozdrawiamy,

15 lipca 2014

Wyzwanie blogowe na lipiec #Dzien 1# Historia nazwy naszego bloga

No właśnie, czy zastanawiacie się czasem dlaczego blog, który odwiedzacie ma taką a nie inną nazwę? Czy jest ona przypadkowa czy zamierzona? Historia nazwy naszego bloga jest całkiem prosta. Ale zanim ją przytoczymy to najpierw przydałoby napisać cóż to za wyzwanie blogowe, o którym wspominamy już w tytule.


Urszula Phelep KLIK wymyśliła swego rodzaju akcję, która ma na celu zmotywować blogera w prowadzeniu i udoskonalaniu swojego bloga. Pomysł według nas bardzo trafiony, zwłaszcza, że przez ostatnie tygodnie praktycznie nas tu nie było (studia) a teraz podczas wakacji jest wiele rzeczy do ogarnięcia a i często słodkie lenistwo sprawia, że pisać notek zwyczajnie się nie chce. Stąd nasza chęć poprawy i podjęcie wyzwaniowej rękawicy :) 

Dlaczego Fabryka Urody? A dlaczego by nie? Kiedy dwa lata temu wspólnie zasiadłyśmy do komputera w celu stworzenia czegoś razem, nie zastanawiałyśmy się długo nad nazwą naszej strony. Mamy różne fabryki - samochodów, pralek, czekolady...więc czemu nie urody? Przecież o ciało, włosy, skórę dbamy każdego dnia. Czynności i zabiegi jakie wykonujemy porównać można do poszczególnych etapów produkcji. Zestawienie ludzkiego organizmu z maszyną może wydać się komuś zbyt kontrowersyjne, ale zauważcie same, że jeśli chcemy żeby nam nic nie "skrzypiało" i się nie sypało musimy o niego dbać nie tylko od wewnątrz ale także od zewnątrz. O piękno zewnętrzne odpowiedzialne są kosmetyki takie jak szampony, odżywki, olejki, maski i maseczni, peelingi, żele, balsamy... lista jest długa, ale same dobrze wiecie jak duży "arsenał" jest za to odpowiedzialny. Stąd nazwa, naszym zdaniem przemyślana i pasująca do tematyki bloga :)

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat samego wyzwania klikajcie w link podany przy nazwisku pomysłodawczyni lub w baner po prawej stronie :)

Pozdrawiamy serdecznie,

12 lipca 2014

Szampon i odzywka do wlosow Timotei drogocenne olejki

Była recenzja mgiełki (klik), czas więc na recenzję zdenkowanych już przeze mnie szamponu i odżywki z serii drogocenne olejki. Oba produkty zawierają drogocenny olejek arganowy, olejek migdałowy i ekstrakt z jaśminu. Co więcej można powiedzieć o tych składnikach?


Olej arganowy dzięki zawartości dużej miary witaminy E, przeciwutleniaczy, kwasów tłuszczowych, karotenoidów, kwasu ferulowego, polifenolów, skwalenu i sterolów ma właściwości przede wszystkim odżywcze ale także kosmetyczne i medyczne. Stąd w praktycznie wszystkich produktach do skóry i włosów znaleźć można różne ilości tego składnika. Olej można stosować także w kuchni - badania udowodniły, że jest on zdrowszy niż oliwa z oliwek ale jego cena jest wielokrotnie wyższa. Stąd nie jest on zbyt popularny w tej sferze. Trzeba pamiętać, że kuchenny olej arganowy jest całkiem inaczej przygotowywany niż kosmetyczny olejek arganowy, który jak wiemy, świetne odbudowuje i odżywia zniszczone komórki skóry, a włosy czyni wzmocnionymi i bardziej lśniącymi. 

Olej migdałowy nadaje się do każdego rodzaju skóry, ze szczególnym wskazaniem cery suchej i wrażliwej, wyrównuje jej koloryt i poprawia ukrwienie i zapobiega rozstępom. Dodatkowo jest bogaty w witaminy E i A. 


Jeśli zaś chodzi o ekstrakt z jaśminu: pochodzi on z olejku eterycznego pozyskiwanego z płatków kwiatów jaśminu wielkokwiatowego, krzewu pochodzącego z Indii wschodnich. Oprócz tego, że olejek jest ceniony przez perfumiarzy, równie tak samo jak olejek różany, to oprócz właściwości zapachowych wpływa pozytywnie na skórę (zmiękcza, łagodzi podrażnienia, nawilża, uszczelnia barierę lipidową, pielęgnuje) oraz relaksuje zmysły. Działa leczniczo na trądzik i oparzenia, redukuje blizny. Ma działanie przeciwzmarszczkowe. Co ciekawe nie tylko pozwala się zrelaksować ale także pomaga w walce z depresją, nerwicą, apatią i wyczerpaniu psychofizycznym. Dlatego nie bez powodu w Indonezji stanowi symbol czystości i wiecznej miłość - używa się go w ceremonii zaślubin i nocy poślubnej. Na stronie skarbymaroka.pl znajduje się informacja, że olejek jaśminowy wpływa na "te sprawy" u kobiet i korzystnie wpływa na laktację u karmiących mam :)

Dlatego trudno się dziwić, że oba olejki oraz ekstrakt stanową komponenty w składzie szamponu i odżywki przeznaczonych dla włosów suchych. Z produktami Timotei miałam styczność nie raz. W ostatniej notce dotyczącej szamponu 2w1 (klik) napisałam, że nie podoba mi się formuła łączenia szamponu z odżywką w jednym opakowaniu. Tym razem oba produkty miałam oddzielnie.

Zarówno szampon jak i odżywka zapakowane są w białe nieprzezroczyste butelki z dosyć miękkiego plastiku ze złoto-zielonymi korkami typu klik. Szata graficzna etykiety złoto-biała. Pojemność: 250 ml - szampon, 200 ml - odżywka. Oba produkty mają przyjemny zapach (kojarzy mi się on z pewnym lekiem na gardło z czasów dzieciństwa ;) ), biały kolor i podobną gęstość - odżywka bardziej zbita.



Działanie:
Szampon dokładnie myje włosy i jednocześnie je pielęgnuje. Zawsze po umyciu ładnie pachną, są miękkie i lekko uniesione ku górze. Odżywka zaś, pozwala na bezproblemowe rozczesanie. Producent zapewnia o braku w składzie barwników i parabenów. To świadczy zdecydowanie na plus. Oprócz tego włosy ładnie się układają i nie oklapują zbyt szybko. Czy ich kondycja się zmieniła? Przyznam, że przestały być sianowate ale wiele się nie zmieniło. Trzeba pamiętać żeby dobrze spłukać i szampon i odżywkę ale i tak efekty są lepsze niż po wersji 2w1. Dodatkowo cena szamponu i odżywki jest niewysoka.

Zalety:
+ Niska cena
+ Dobre działanie
+ Miękkie i lśniące włosy
+ Ładny zapach
+ Delikatna poprawa ich stanu
+ Nie plączą włosów
+ Lekko poprawiają skręt

+/- Średnia wydajność

Wady:
- Nie znalazłam ale nie dam im najwyższej oceny

Moja ocena: 4

10 lipca 2014

Green Pharmacy - szampon przeciwłupieżowy


Dziś kontynuacja serii o produktach do włosów z dawnej notki -  o tej :)
I kolejna próba zmierzenia się z problemem łupieżu razem z szamponem przeciwłupieżowym firmy Green Pharmacy. Jak poszło? - całkiem nieźle.

Jako, że posiadałam już wcześniej produkt tej firmy, również szampon i byłam dość zadowolona, zdecydowałam się na kupno tego szamponu. Dodatkowo skusiła mnie jego zawartość - dziegieć brzozowy i cynk. Ten pierwszy dawniej i dziś ma szerokie zastosowanie w wielu chorobach skóry, ze względu na działania bakteriobójcze i antyseptyczne. Drugi zaś jest drugim, zaraz po żelazie niezbędnym pierwiastkiem w organizmie, którego dostatek zapewnia m.in. prawidłową regulacje procesu odnowy komórek, szczególnie szybko dzielacych się, jak skóry i naskórka.
To co uderzyło mnie przy pierwszym myciu to niezbyt przyejmny zapach, czego jednak spodziewałam sie ze względu na zawartość dziegciu. Jak to ktoś mądry niegdyś powiedział "Gorzki lek najlepiej leczy.", więc nie zrażałam się tym i myłam dalej. I muszę przyznać, że po paru myciach objawy łupieżu nieco zmalały. 
Niektórzy pomyślą, że to dyskwalifikuje ten produkt. Ale tutaj muszę użyć swojego przyszło lekarskiego tonu (wyboraźcie sobie takowy ) i powiedzieć to - szamponem nigdy nie wyleczy się łupieżu; szampon może (tak jak ten) jedynie złagodzić jego objawy; po lek, o którym napisze niebawem, należy wybrać się do apteki. 
Zatem jeśli dotyczy was ten problem, śmiało możęcie sięgnąć po ten szampon jako produkt wspomagający leczenie.

Cena : 8 pln/350ml




PLUSY:
+ łagodzi objawy łupieżu i wspomaga jego leczenie
+ w składzie posiada młodszegobrasta SLS, mniej dewastującego - SMS (Sodium Myreth Sulfate)

MINUSY:
- mało ekonomiczny ( długie włosy wymagają dośc dużej garści szamponu)
- zapach


Mimo całkiem niezłeg działania końćowa ocena jaka otrzymuje szampon to 4.








08 lipca 2014

Z lakierowej szafy: nude, gray, camel & cacao (duuuuzo fotek!)

Nareszcie okres napięć studenckich (sesja i obrona) za mną, mam wakacje, więc mogę się w pełni zająć blogowaniem :) Dziś przedstawię wam zestawienie lakierów, których odcienie lubię najbardziej :)

Odkąd moje paznokcie wyglądają jak paznokcie chętnie je maluję w przeróżne kolory tęczy. W ostatnich miesiącach w moje ręce wpadło kilka ciekawych lakierów (zniżka w Rossmannie i wyprzedaże blogowe). Większość z nich to letnie kolory ale najbardziej przypadły mi do gustu odcienie nude, gray, camel i cacao. To własnie w nich czuję się najlepiej :) Poniżej przedstawię wam co znajduje się w moich lakierowych boxach :) Nie jest ich za wiele, ale przeczytajcie co mam o nich do powiedzenia :)

Odcienie french:

Wibo French Manicure nr 2 to jeden z moich ulubionych odcieni. Bardzo ładnie prezentuje się na paznokciach. Wystarczą dwie warstwy by nadać im lekko różowy, naturalny kolor. Nie smuży i w miarę szybko wysycha. Jest dość trwały. Wytrzymał na moich paznokciach tydzień, w tym wielogodzinne moczenie w wodzie. Po przeprawie jaką zafundowałam swoim paznokciom, lakier starł się tylko na końcówkach. Jego cena nie przekracza 10 zł :) Ten kolor jest typowym frenchem. Nie ma drobinek, ale ta seria jest dosyć bogata, więc każdy znajdzie w niej coś dla siebie :)

Nieco podobny, choć bardziej różowy jest Vipera Polka 09. Moją opinię na jego temat znajdziecie tutaj.


Odcienie gray:

Numer 48 jest jednym z ciemniejszych lakierów z kolekcji Vipera Polka. Tak jak inne emalie z tej serii ma bardzo dobrą trwałość i niską cenę.

Lovely Classic 383 to przydymiony szary. Trochę się nim rozczarowałam bo okazał się nijaki na paznokciach. Mam wrażenie, że wyglądają na brudne, zniszczone i przebarwione. Mimo tego, tak jak inne lakiery Lovely jest niedrogi i dobrej jakości. Znajdziecie go w każdym Rossmannie.


Odcienie camel i nude:

Odcień 05 Golden Rose Color Expert (i dwa kolejne w tym zestawieniu) to jeden z moich najnowszych nabytków i najjaśniejszy camel/nude jaki mam w swojej kolekcji. Jest to stonowany beż, który lekko smuży w pierwszej warstwie. Druga kryje całkowicie, choć według mnie trzecia pozwala na uzyskanie pożądanego efektu. Ładnie prezentuje się na paznokciach.


06 jest najbardziej w moim guście z trójki Color Expert. Wygląda najbardziej naturalnie. Trwałość typowa dla lakierów Golden Rose. Cena także :)


Numer 07 z tej samej serii co dwóch poprzedników to najbardziej camelkowy odcień jaki mam. Wygląda elegancko na długich paznokciach. Tak jak wszystkie lakiery tej firmy ma bardzo wygodny, szeroki pędzelek.


Bardziej brzoskwiniowym camelkowym jest Lovely Nude nr 8. Jest ciut jaśniejszy od 07 Golden Rose. Według mnie lakier bardzo dobrej jakości o świetnym kryciu. Na jego trwałość także nie ma co narzekać - wytrzymuje tydzień. Znajdziecie go w każdym Rossmannie.


Odcienie cacao:

Moje ulubione lakiery! Po te odcienie sięgam najczęściej i najlepiej się w nich czuję. Oprócz tego są dosyć neutralne i nie gryzą się z wieloma ubraniami. Jaśniejszy - 05 Golden Rose Rich Color recenzowałam tutaj, ciemniejszy, zbliżony barwą do rozbielonej kawy Vipera Polka 16 recenzowałam tu :)






A wy macie jakieś swoje ulubione kolory albo ich odcienie? A może preferujecie lakiery konkretnych producentów? Piszcie jak zawsze w komentarzach!

Pozdrawiam słonecznie,